|
Nawiedzona stancja w "Skrzacie" | |
Po rynnie zjeżdża prysznicowy wirtuoz, który zmienia skarpetki raz na ruski rok. Raz na zawsze skoczyłby po piwo, ale się boi. Malarka spod piątki (pogotowie seksualne w kotłowni) lekką ręką pomaga kolegom, aby z ciężkim sercem malować precyzyjne akty. Upośledzony wujek Józek - model na Wydziale Plastyki tańczy w na płytkach w kuchni, jakby rozgrywał najważniejszą w życiu partię szachów w turnieju parkowym. Chiromantka, samouk za dychę, stawia karty; łazi po liniach życia i serca jak akrobata. - Tutaj przed sesją skserują cię najtaniej i zachowają na potem. |
|
|
| Papierowość | |
Jadę pekaesem do ojca, który pracuje w fabryce papieru. Świt pachnie arbuzami i skoszoną trawą. Na portierni robotnicy kasują w datownikach karty pracy jak chore, białe języki. Ciężarówki akuszerki odbierają narodzony papier i wywożą na sponiewieranie do biur i drukarni. Po skończonej dniówce idziemy razem nad Wartę. Puszczam kaczki, a ojciec zawija tytoń w bibułkę; skleja skręta; mruży lewe oko, jakby nie ufał światu. W drodze na dworzec ojciec zredukowany do ognika, zniknie na zawsze za rogiem. |
|
|
| Diabeł Milocardin | |
Pod zgniłym siennikiem, w zawiłościach sufitu, w kiblu, królestwie władcy much za stodołą, w trzeszczącym telewizorze rubin znajdzie cię diabeł pachnący miętą i chmielem Milocradin. On cię wyprostuje, nauczy mówić prosto w oczy. Pojedzie z tobą do miasta na olimpiadę z chemii, na pierwszą dyskotekę do remizy strażackiej. Pozwoli bez zmrużenia oka czytać Egzorcystę. Będzie twoim pierwszym gorzkim kochankiem. |
|
|
| Titanic na osiedlu "Północ" | |
Z dzieckiem przy piersi powtarzam do znudzenia rosyjski tekst o Titanicu na egzamin z lektoratu. Boli rana po cesarskim cięciu. Kilka głębszych wdechów i pęknę. Pieluchy jak szalupy schną na kaloryferze. Wszędzie leje. Wyjście do sklepu jest wyprawą za ocean. Wyjście z siebie - za daleko, więc zasypiam. We śnie wyjeżdżam do Petersburga: Zawsze niech będzie niebo, zawsze niech będzie słońce - śpiewa Puszkin w mundurku marynarskim – to mój miesięczny syn zmoczył się w łóżeczku. Do rana wypiję kilka bawarek i może nie utonę.... |
|
|
Klatki przy ulicy Braci Śniadeckich | |
Znajdziesz w piwnicy pudło z przedwojennymi zdjęciami i słoik truskawek. Sfotografowana, brunetka jeździła do krynickiego sanatorium. Na sepiowym zdjęciu widać sińce pod oczami. Pierwsze oznaki gruźlicy? Kompot z trzydziestego drugiego pokroimy nożem, tak jakbyśmy smakowali kawałek dawnego świata. Rano pojedziesz do pracy i będziesz sortować listy. Między pomidorową a maszyną do pisania Predom zaczekam, aż stężenie alergicznych grzybów przekroczy wszystkie normy i wygoni mnie z ulicy pachnącej bzem i pomyjami. Lekarze pierwszego kontaktu zalecą prześwietlenie klatki. Ile może kosztować jawa nie warta snu? |
|
|
| Lekcje religii | |
Do domu pod lasem pokrytym strupami szarego wapna przyjeżdża na damce wikary, aby jak pająk zawisnąć w salce katechetycznej. Wspina się na wyżyny ziewania; włochatymi, wymytymi na wylot uszami łowi szepty jak niesforne muchy i rozdaje plastikowe szablony biblijnych postaci. Przezroczyste ciała bez twarzy - Święte Ćmy odbijam w zeszycie i naznaczam kredkami Bambino. |
|
|
| Gniazda Diplodoka | |
Jeśli stąd wyjedziesz, pewnej nocy wylezie z kamionki, tam gdzie dziadek ukrywał się przed esesmanami. Zje amfiteatr i remizę, na której wypłowiał napis pierdolić sołtysa; zakazane pola maków; trabanta sąsiadów; pijaka - rudego dziewięćsiła bezłodygowego wrastającego w betonowe schody sklepiku; wapienny dom; sienniki wypchane słomą, kryjówki na strychach, gdzie nietoperze odwracały kamienny świat do góry nogami, a czas tlił się nerwowo jak popularne papierosy. |
|
|
|
|
|