Wyniki
II miejsce     maruda (1) : Mariusz Appel
pl. hum. poezja
INTERPOEZJA



I etap
jusmlbpdygruwsuma
3 3 3 1 3 13
II etap
jus mlb pdy gr uw
1 + + + + 4
29 + 1
III etap
jus mlb pdy gr uw
1 + + + + 4
62 + 1
IV etap
jus mlb pdy gr uw
1 + + + 3
67 + + 2
V etap
jus mlb pdy gr uw
1 + + + + 4
15 + 1
VI etap
jus mlb pdy gr uw
1 + 1
9 + + + + 4



I etap


9 1     maruda    

[post factum]


ostatecznie zostają jeszcze rozmowy
podprogowe. drzwi uchylają się więc robię unik
ze strachu że jednak mogłabyś przez ten moment dojrzeć
coś więcej a wtedy wszystko dla ciebie
stanie się jasne. w eteryczny obszar pomiędzy
infantylnie posyłam ci emotikony i patrzę jak ty ślesz
wygniecione łóżko. obejmując jaśka
bierzesz w nawias minioną noc. znowu bujasz
w obłokach podczas gdy ja
oceniam wielkość strat w stratosferze doznań.



jusmlbpdygruwsuma
3 3 3 1 3 13




II etap


[lo]
1 maruda

bardzo mało wie więc często łazimy po galeriach.
tym razem również nie obędzie się bez Zachęty.
ciągle muszę opowiadać o różnych wielkich sprawach
jakimi dla niej są piramidy albo Ameryka. tłumaczyć
dlaczego rano takie ważne są ziarenka Idee
Kaffee: ekspresowe połączenie między mną a światem.
oboje mamy rozszerzone źrenice.
ja od kawy. ona - chyba od wszystkiego.
kilka łyków wiąże atomy wokół jak łyko drzewa.
palce w klinczu zbliżają nas
do punktu wyjścia. za chwilę zapyta
kiedy znów będziemy tak że bliżej już nie można.



*   *   *   *   *   *   *   *   *   *



Pekap
29 Kiczynna

Na stacji PeKaPe
niepełnosprawny bezdomny
- to taki na wózku;
udaje wariata
i gania za pannami
o pełnych biustach.

Szuka schronienia
od swej ułomności.




jus mlb pdy gr uw
1 + + + + 4
29 + 1


wiersz kontra niewiersz (jednak): poproszę [lo].

Justyna Bargielska


[lo]

Efekciarskie, denerwujące. Szczęście w losowaniu.

Wiersz-konkurent: aha, aha, no i co? Czy wiersz już się zaczął? Już się skończył? Hm.

Miłosz Biedrzycki


Wybieram [lo]. Ciekawy wstęp - atmosfera Warszawy, ciekawe rozwinięcie opisujące relację pomiędzy "mężczyzną" a dziewczynką, zgrabnie skonfrontowane źrenice, ładna metafora z atomami, gorsze zakończenie.

"Pekap" również mi się podoba. Widzę ten dworzec i rozumiem człowieka. Wiersz, chociaż króciutki, ma coś ważnego do powiedzenia, a to już dużo.

Paweł Dymek


Z dwóch marnych wybieram mniej pretensjonalny - [lo].

Graal


Pekap

W [lo] ciekawe półtora wersu: "za chwilę zapyta/kiedy znów będziemy tak że bliżej już nie można".

Pekap krótko i trafnie opisuje prawdziwą sytuację. Kaleka i panny o pełnych biustach -przekonujące zderzenie.

Urszula Wacławczyk




III etap


pstryk
1 maruda

jarzeniówki zjeżyły się gęsiego żądne widoku. (mroczki).
scena: ja na niej w lekkim zmrużeniu obserwuję kształt poprzecznie
prążkowany - kobiece ciało. uśmiecha się
sama do siebie tak przekonująco że aż
łaskocze mnie przy tym w stopy i chyba zaraz się stopię.
w końcu nie jestem człowiekiem o nerwach ze stali.



*   *   *   *   *   *   *   *   *   *



Gołąb
62 Trybunał Śmiechu

Cień szamotał się z ptakiem i jabłonią
pękała chwila

W taki dzień
znalazłem gołębia
wędrował podpierając się złamanym skrzydłem
jak powietrzny rozbitek wyrzucony na ląd
nie rozumiejący wiatru

Tej nocy zamieszkał w kuchni
z kawałkiem białego sera
i kocią łapą, która koniecznie
chciała dosięgnąć coś pod drzwiami

Nazajutrz niosłem go szczęśliwy
przez miasto
- jakbym darował komuś życie -
i byliśmy tyko ja i on
w tramwajach - intymna więź człowieka i ptaka

Kiedy zamykał i otwierał skórzany worek oka
pod skrzydłem biło serce, a ja wiedziałem już, że
nie będzie latać przykuty do ziemi kaleka
pozwoliłem go uśpić

ze strachu, że będę musiał
pomagać mu wspinać się po poręczach klatki
sypać ziarno, moczyć okruchy chleba
zatrzaskiwać okno

***
- Trudno jest znaleźć w sobie odwagę -
myślałem układając ciepłe ciało w śmietniku - aby
uratować gołębia.




jus mlb pdy gr uw
1 + + + + 4
62 + 1


kompletnie niemrożąca krwi w żadnej części człowieka historia intymnej więzi człowieka z ptakiem w tramwaju przegrywa o włos z wierszem porównywalnie nieekscytującym, ale za to krótszym i bez śmisznych gwiazdek. poproszę "pstryk"

Justyna Bargielska


"pstryk"

Bo krótki i z zawiązkami poczucia humoru. Do wiersza-konkurenta p. Elżbieta Jaworowicz proszona od zaraz.

Miłosz Biedrzycki


W pierwszym tekście razi jakaś maniera. Aliteracje, gry słów są tu w zasadzie pustą sztuczką, z której - poza pokazaniem kunsztu (?) autora - nie wynika nic. Drugi wers jest nienaturalnie długi, przełamanie go po słowie "poprzecznie" nieprzekonujące i chyba wymuszone. Niby to problem tysięcy wierszy, ale tutaj razi podwójnie: raz - bo źle wygląda, dwa - bo kolejna przerzutnia jest dobra. Wiersz, chociaż kołatania serca raczej u nikogo nie wywoła, przyzwoity.

Drugi utwór słabiutki i ta słabość zaczyna się już na elementarnym poziomie, zapisu. Przecinki, myślniki, kropka, wielkie litery są stosowane bezmyślnie i tylko pogrążają tę banalnie opowiedzianą historię, która sama w sobie jest wzruszająca, ale sposób jej przedstawienia po prostu nieudany, to relacja, nie poezja.

Paweł Dymek


"pstryk" nie zwróciłby mojej uwagi w żadnej nieprzymusowej sytuacji. "Gołąb " - tak. Dlatego wybieram drugi wiersz i do niego uzasadnienie. Są w nim momenty przerażająco naiwne: dopowiedzeniami ( na przykład :" nie będzie latać przykuty do ziemi kaleka") lub kompozycyjnie (trzy gwiazdki przed ostatnią strofą), ale jest też historia z dobrze prowadzonym suspensem: pierwszym przy usypianiu, a drugim przy "układaniu ciepłego ciała". Jest dużo obrazowych szczegółów.
Mimo że to słaby wiersz, to jednak dla mnie o wiele ciekawszy od drugiego w tej parze.

Graal


"pstryk"

No oczywiście, że "pstryk": niezbyt dużo w nim poezji, bo w ogóle jest malutki, raczej jak impresja niż wiersz. Ale mam za to przewrotność i pomysłowość autora i szacunek dla słowa, wreszcie - szacunek dla czytelnika.

Urszula Wacławczyk




IV etap


amores perros
1 maruda

zagarniam nogami całą kołdrę do siebie. zręcznie wciskam
między uda. to najlepszy sposób na brak snu
i ciebie. dla odmiany zliczam rozgwiazdy. w wyobraźni
mam niezłe pole do popisu. wezmę cię jutro
do kawiarni. w myślach rozpłyniesz mi się
w ustach. ostatnie lody roztopią się między nami. dostaniesz za to
puchar z deserem owocowym. chociaż czasem jesteś nieugięta.
(ty i te twoje koniczynki zwieńczone figami).



*   *   *   *   *   *   *   *   *   *



pani deszcz
67 debiust

zaraz przejdzie przez ściany i okna.
i zacznie padać na mnie i przestanie
w końcu wskazywać miękkim i ciepłym
bożym palcem. zaraz tuż obok usiądzie

w delikatnym zagłębieniu. i pójdziemy
kłamać razem, razem ludziom dokuczać.
razem odpłacać im pięknem za łagodne.
szurać liśćmi o parapety. budzić

kamieniami w okna. potem przejdziemy
przez wodę. na paluszkach żeby jej nie obudzić




jus mlb pdy gr uw
1 + + + 3
67 + + 2


[amores perros] -- i z literatury, i z życia wiem, że gry erotyczne w swojej ekscytującości potrafią się częstokroć wznieść nad poprawny kalamburyzm i zupełnie nie zwodzące zwody (nieprzerzucające przerzutnie), z którymi mam do czynienia w tym i w tysiącu podobnych, niby to erotycznych wierszy. nuda, nudziarstwo, nic nowego, powielanie schematów, mi-sjo-na-ryzm jakiś, tym bardziej irytujący, że autor ma jakiś warsztat przecież! poproszę o "pani deszcz" -- bo tak.

Justyna Bargielska


"[amorres perros]"

Jakiś był film chyba. Nie widziałem, ale wydaje mi się. Wiersz-konkurent: fiku miku na patyku, a samolot już odleciał.

Miłosz Biedrzycki


W pierwszym wierszu autor używa figury, która od pewnego czasu bardzo mnie irytuje. Mam tu na myśli konstrukcję z przerzutnią, gdzie przed przerzutnią próbuje się do wyobraźni czytelnika wprojektować seks, a po przerzutni okazuje się, że z seksu nici. Niby to zgrabne, ale ile razy można? Wtórność to pierwszy zarzut, a poza stroną czysto... hm, techniczną, jest jeszcze niesmak, który wywołują te nasączone dwuznacznością konstrukcje. Niektórzy je lubią, ja nie.

W drugim tekście wciąż nie potrafię znaleźć wiersza. Nie wiem dlaczego, są wersy, inwersje - na oko powinien to być wiersz, ale wszystko tu jakieś suche, bez emocji.

Wybieram "amores perros" - za emocje.

Paweł Dymek


"Pani deszcz" - za lepsze brzmienie.

Graal


"amores perros"

"Pani deszcz" to zgrabny wiersz, z uroczą puentą. Wiem, że mam w swoich gustach interpoetyckich pecha - wiem, że znowu obu autorów widziałabym w V etapie. Wybieram "amores perros", którego autor pokusił się o ubranie uczuć w metaforę - wolę, kiedy podmiot liryczny opowiada o sobie niż o pogodzie.

Urszula Wacławczyk




V etap


Z wyżyn logiki
15 polor

                                 Ks. Janowi Twardowskiemu

piekło jest prawie puste
krzyki potępionych
błądzą poprzez stulecia
wzdłuż ciemności i strachu

wrzące kotły czekają
na miliony grzeszników
ale jakże
mdłą duszę nurzać w smole czy palić

diabłom rdzewieją widły
i parcieją ogony
a niejeden na serio
myśli o nawróceniu
i po cichu
gdzieś w kącie
liczy ziarnka różańca

piekło jest bardzo nędzne
smutne chłodne i szare
nie ma pięknych nierządnic
nie ma wdzięcznych szulerów
urokliwych kochanków
frapujących oszustów

pluton zgnuśniałych czartów
z nudów oprawia wolno
niepoprawnych zepsutych
beznadziejnie upartych
pośród których rozpoznasz:

Stalin
Hitler
Pinochet



*   *   *   *   *   *   *   *   *   *



bossa nova
1 maruda

szczytowanie. góry spiętrzonej pościeli tylko udają
makietę Elbrusu. nagie stopy stopniowo zaczynają znaczyć
więcej niż gołe ręce. smak pomadki zostawia jedyny ślad
po tobie. czuję jakbym usta też miał takie pełne.
na szczęście kratki za którymi się chowasz są z flaneli
i należą do mnie. okno skutecznie uchyla się
od obowiązku wietrzenia pokoju.
kocie ruchy uzmysławiają: miękki dotyk
był wcześniej testowany na zwierzętach.




jus mlb pdy gr uw
15 + 1
1 + + + + 4


"z wyżyn logiki" -- Pinochet? och, pliz, czemu nie Hun Attyla! drugi wiersz: nonsensowny bibelot, po drugim czytaniu odkrywający przed czytelnikiem niejaką pustkę. już trudno, że to wszystko oparte na wątpliwego wdzięku zabawie dawno już nie paradoksalnymi stwierdzeniami, ale szkoda, że obrazek się rozłazi: kratki flaneli, które należą do niego -- że co, że jego koszula? góra od piżamy? no, to wtedy nie "chowa", nie. a jeśli chodzi o taką seksi pościel, flanelową w kratkę (i on, taki rafinant i uwodziciel, naprawdę śpi we flaneli? ja cię), to pogratulować wyobraźni z tymi górami. itp., itd.: dlaczego okno się uchyla?! niemniej niech będzie "bossa nova", jako wzór wypychania wiersza do odpowiednich rozmiarów za pomocą filuternych bzdetów (sorry, autor "z wyżyn" sam se założył pinoczeta na szyję).

Justyna Bargielska


"bossa nova"

Tytuł "Z wyżyn logiki" mnie boli, bo uważam, że logika to jeden z ciekawszych wynalazków ludzkich, a nad tym wierszem taki tytuł jest jakimś megaszyderstwem. Wizja "pustego piekła" jest faktycznie bliska niektórym z wrażliwszych katolików, akcentujących przede wszystkim miłosierdzie Boże (kosztem sprawiedliwości Bożej). Być może należy do nich również ksiądz Jan Twardowski, nie wiem, nie znam na tyle dzieła tego myśliciela. Jednak wizja ta sytuuje się całkiem blisko koncepcji apokatastasis, która w teologii katolickiej jest zdecydowanie niemile widziana. Zatem cała fabuła wiersza bierze się z trzewi sentymentu, a nie z żadnych wyżyn żadnej logiki. (W szczególności: mdłe dusze, czyli letnie, będą zgodnie z Ewangelią wyplute, bądź, w zależności od tłumaczenia, zwymiotowane w męki piekielne właśnie, a nie do ośrodka kurde wczasowego! Wszystko tam jest napisane, no). W dodatku historyjka opowiedziana językiem doskonale płaskim, lajtowo posypanym metaforkami jak bazylią z torebki; czyli nie włącza się autonomiczna logika języka, wobec której bledną czasem inne logiki wyżynne i nizinne. Ale nie tu, powiadam (nie może ktoś mówiący o literaturze po prostu mówić, musi powiadać! zgadzacie się? ja się zgadzam). Ostatni gwóźdź do alogicznej trumny to dobór nazwisk w puencie. Pinochet??? A czymże ten nieszczęsny Chilijczyk naraził się autorowi/rce? Chyba tym, że chłopaczyska z "Frondy" naszywają go sobie na makatki. Bo jeżeli nie to, to dlaczego nie chociażby Ceausescu? Honecker? Idi Amin? Hafez Al-Asad? Logiko, logiko, jakże umęczonaś. O drugim wierszu nie chce mi się pisać, bo jest odgrzewany w mikroweli.

Miłosz Biedrzycki


W pierwszym wierszu gdzieniegdzie iskrzy, ale bardziej zgrzyta. Już tytuł jakoś nie pasuje do treści. Podobnie dedykacja: naturalizm zakurzonego piekła stoi zupełnie obok franciszkańskiej filozofii świata (i zaświatów) ks. Twardowskiego. No i w końcu Pinochet - w tym towarzystwie postać jakby z innej bajki. Samo piekło jest natomiast przedstawione całkiem sprawnie. Większa tutaj zasługa konsekwentnego uformowania treści (sylabizm), niż świeżych myśli ("mdła dusza nurzana w smole" wręcz antypoetycka), ale czyta się - jeżeli nie głęboko - to przynajmniej gładko.

"bossa nova", posługując się słowami z tekstu, to wiersz-makieta. Obrazy są szyte tak grubymi nićmi, że - przy wszystkich zgrabnych frazach (np. "miękki dotyk testowany na zwierzętach") - widzę nie wiersz, tylko ciężką pracę autora, nie poezję, tylko szereg środków poetyckich.
Wybieram "Z wyżyn logiki".

Paweł Dymek


W drugiej parze wybieram zdecydowanie "bossa novę". Za kilka uroczych metafor, jak na przykład ta z kratką lub ze zwierzętami. I mimo że cały tekst daleko jest od tego, co uznaję za sugestywny erotyk, to podoba mi się o wiele bardziej niż wiersz-konkurent. Dlatego, że "Z wyżyn logiki" zaprzecza swojemu tytułowi. Logika zdarzeń piekielnych pozostała dla mnie co najmniej rozmyta. Skąd ten nagły deficyt "nierządnic" i "oszustów"? Z czyjej perspektywy są oni / mają być "wdzięczni", "urokliwi" i "frapujący"? Nie wiem. Wiersz nie odpowiada. Z kolei zestaw krwawych tyranów, którzy zostają określeni jako "niepoprawnie zepsuci" i "beznadziejnie uparci" pozostawia wrażenie - przepraszam - infantylizmu. Albo w zakresie języka, albo świadomości historycznej. "Z wyżyn logiki" udaje traktat filozoficzny, którym się nie staje. "bossa nova" dąży ku erotykowi. Wolę skuteczne dążenie niż udawanie.

Graal


"bossa nova"

Lingwistyczne wiersze o seksie prawie zdominowały ten konkurs. I chyba wyeksploatowały temat i formułę. Dlatego niechętnie już czytam "bossa novę". A jednak ten wiersz nieporównanie lepszy od konkurenta, u którego dopatrzyć się mogę ciekawego pomysłu, ale w banalnym wydaniu i z niemożliwie wręcz złym zakończeniem.

Urszula Wacławczyk




VI etap


ciepło-zimno
1 maruda

bezwiednie obserwuję spóźnione reakcje przyrody.
zeschnięty liść opada na przednią szybę samochodu.
popędzany wiatrem (raz dwa trzy cztery
razy) podskakuje jakby udawał wysuszonego
z głodu wróbla. na zewnątrz plus minus dziesięć stopni
poniżej zera. jeśli teraz wyjdziemy na pewno skurczymy się
z zimna. zbiegną się nasze linie papilarne a skóra nasiąknie
mroźną wonią: tak pachnie czasami powietrze przy ognisku.

pocałunkiem - wytrychem otwieram ci usta zakneblowane
krówkami mordoklejkami. pierwszy raz używam języka
w takim celu. zastanawiam się kiedy siądzie akumulator.



*   *   *   *   *   *   *   *   *   *



biomet
9 digital mary

siwa pleśn szumi nad skronią. to październik,
szelest i chlupot niżowych zatok, swędzące przymrozki,
utrata nasycenia przez barwy. w obliczu zmiany
zauważamy pierwsze zmarszczki i drżenia. rdza
zaraża nie tylko metal, ale także liście.
rtęć opada nam w oczach, kaszel budzi obłoczki pary.
sięgniemy po mocniejsze alkohole i cichsze słowa,
w końcu zaczniemy czytać sobie z ust.




jus mlb pdy gr uw
1 + 1
9 + + + + 4


meteorologicznie rzecz biorąc oba wiersze spoko. wolę "biomet", bo mniej się nad sobą rozwodzi.

Justyna Bargielska


"biomet"

Oba wiersze mnie bolą; "ciepło-zimno" jako katalog wrażeń i oderwanych obserwacji, jednych i drugich po prokrustowsku wciśniętych w aforyzmy z płyty pilśniowej. Po co? nie wiadomo dokładnie. "biomet" dmie w surmy emocjonalne, jesień już, panie, a ja nie mam satysfakszon. A będzie jeszcze gorzej, bo po jesieni przyjdzie zima (narrator jest prorokiem? nie wiadomo dokładnie). Oba wiersze zalecają się frazeologizmami, które - jako środek stylistyczny - utraciły powabną świeżość gdzieś w epoce środkowego Barańczaka. Przez dłuższy czas myślałem, że będę musiał rozstrzygać rzucając pieniążkiem, w końcu o grubość lakieru sentymentalony wysunęły się przed niepociumanie.

Miłosz Biedrzycki


W finale spotkały się dwa jesienne wiersze, dwa wiersze w sumie podobne i według mnie jedynie średnie. "ciepło-zimno" jest gorsze od strony technicznej (np. przegląd form osobowych czasownika w pierwszej zwrotce: 1. os. l.poj. "obserwuję", 3 os. l.poj. "opada", 1. os. l.mn. "wyjdziemy" czy nieprzemyślane przerzutnie), ale za to nadrabia ładnymi poetyckimi obrazami (oksymoron: "mroźna woń czasami pachnie jak powietrze przy ognisku").
W "biomecie" nic rażącego nie rzuca się w oczy. Widać kunszt autora, świadomość środków poetyckich (nagromadzenie głosek "s", "sz", "ż"), ale po wydestylowaniu zostaje jakby mniej poezji niż u konkurenta.
Minimalnie skłaniam się ku "ciepło-zimno", chociaż żaden wiersz nie jest tu chyba "lepszy".

Paweł Dymek


Zastanawiam się z żalem, dlaczego nie podzielam opinii autorów, że akurat te wiersze powinni wystawić jako finałowe. Z dwóch refleksji meteopatów - silniej reaguję na "biomet". Ode mnie, dla "mojego" zwycięzcy, gratulacje.

Graal


"biomet"

Niewiarygodna koincydencja tematów: "my ubrani w pogodę" (choć z drugiej strony bodajże połowa wierszy w tym konkursie proponowała metaforykę meteorologiczną). I oba wiersze w podobny sposób poprawne, podejście autorów do słowa - zgodne. Wybieram "biomet" za mniejszą dosłowność, za zgrabniejszą puentę, za naprawdę niezłą puentę.

Urszula Wacławczyk


^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
south beach Depresja