Index Autor   Wiersze   Dating sessions   China Shipping Justyna Bargielska

Niepamięć
Tak, znałam takie słowo, wysuszało wargi
w tych nielicznych chwilach, kiedy drżała ziemia.
Ale teraz siedzę na skraju pustej plaży,
raczę się baśniami o krokodylach i możnowładcach,
i z bojaźnią wspominam gotyckie odległości,
kiedy do Boga było bliżej niż do Indii.

Tak, znałam takie słowo. I prawda, że od ciebie.
W cerkwi za wydmą Mikołaj, patron łowczyń posagów
unosi teraz brew i szepce „dziecko, dziecko”.
Popatrz, siedzę na piasku w kolorze jego brody,
a nikt nie udowodnił, że drugi brzeg istnieje.
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
* * *
ruda się okociła jak tata był w delegacji
lizała dropiate skórki w zdziwieniu ile słońc
może wybuchnąć i wypłynąć z kotki zrobiło się
późno z jej winy skórki otwierały oczy na świat
język rudej opowiadał o nim mleczny tykający
w rytm niespiesznych napięć i odprężeń wyczekany
z zachwytu życiem uschły a potem odpadły
skórkom powieki tata wrócił ciężko było zamknąć
raz otwarte niefrasobliwie zmierzam do tego
że wylizujesz ze mnie resztki ciemności jak tata
wyszedł z workiem mama zagłaskała we mnie
pamięć jak się zabija ale pamiętam
jak się ginie przecież
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
na ten panieński wieczór
na ten panieński wieczór wybiorę najostrzej stojącego
nad grobem zaproszę go siąść wspomnieć moją pierwszą
barbie jej tren z tamaryszku
najszczerszą
jej z adamaszku z angielskiego słowa ivory
naj gorętszą
tren i pod spódniczką lepiej mocniej dalej
niż
u innych tego typu lalek
i dotknę go berek go popchnę
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
depresyjnie, prawie prozą
sezamki po ciastku karmelowym
rano miałam brzuch pełen ciebie
ale w południe byłam ciebie pusta
czas staje w takich nieoczekiwanych miejscach

jak pociąg widmo z książki z obrazkami
(śmiałeś się i oglądałeś autora jakbyś mówił
nigdy o nim nie słyszałem a nie
wymyśliłaś go sobie
kocie aby)

stanął w łazience. dwie szczoteczki. dzisiaj rano.
myślałam i dotykałam brzucha

zmarzłam na dworcu od patrzenia
nie miałeś w przedziale zakonnic
a przecież jak ci kupowałam
gazetę i chusteczki
przyszedł bury pan
i wziął ode mnie złotówkę

myślałam, że załatwione

nie idzie się wykupić
wszystkie miejsca na tobie które
rano polizałam na szczęście
pewnie już dawno wyschły

natomiast na zewnątrz padało
jak chodzę z tobą to na mnie nie pada
zmokłam za dwoje
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
czas
Spadanie ptaków – jak garść maku na sen
czy piąstka ziemi na dłuższy – zdrożonych
ze śmietnisk, żerowisk; gąsienice
po miejskich przeprawach wożące usta
do ust; tych się łączenie.

W dzień weselny dar boski –
zastępy nieprzeliczone par oczu,
co dzień inne patrzenie. Póki ciała,
rozbieranie się w akt nadziei.

Pochód lat; jak drgnięcie mięśnia, grymas
ust lub szarpnięcie dźwigni – zmiana
przedmiotów i ludzi; powroty pożegnanych –
znak meduzy w dłoni wypalony drobną
rączką opłakanego. Gładzenie poręczy,
sypanie okruszków. Znów spadanie ptaków
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
Ofelia
Ruda O. śpiewa też inne piosenki.
Chodzę za nią trop w trop
z mikrofonem po lesie,
a jej stopy
budzą suchość do szelestów,
a szelesty do pożaru.

To się tak mówi: chodzę za nią,
tak naprawdę O. ciągle zostaje w tyle,
marudzi przy każdym patyczku,
nie do końca spalonym.

Ruda o. jest dokładna,
rzec by można – precyzyjna,
używa przymiotników
i nici dentystycznej.

Ruda O. jest nieznośna –
zapala mi piekło
tak, jak zapala zapałkę.
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
pasma
spóźniliśmy się z latem. w domu już były
pająki. śpijmy na dworze powiedziała ania
i z piosenką senną i dziką zaczęli wychodzić
z piwnicy pozszywani kuzyni migdałowe
prababcie. układali się pachnąc gorzko
gorzko! krzyczałam i całowałam się.

gdybyś tam był ze mną i płakał krzyczał
ale ty wolisz spiskować w starym forcie
grać z borsukami o tę resztkę o tron
gdy tu otwiera się morze.
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
Kamienica
Złoszczą mnie okna w domu na drugim brzegu
ulicy, która pieniąc się płynie dołem. Godzinami
zaglądam sąsiadom w garnki, w których wrą serduszka
wróbelków – tak tata nazywał cynaderki w dzieciństwie,
czyli wtedy, gdy koty znikały i wracały
po zmianie kwadry, z oberwanym uchem. Teraz
już nie do mnie – okna na parterze to lupanar, w skrzynce
są ulotki z kobietami tak dorosłymi jak ja
nigdy nie będę, choćbym przeszła na kolanach
z kuchni do pokoju po potłuczonym szkle.
Na piętrze człowiek z psią mordą, czy może
pies z ludzką twarzą, nigdy nie wiem, na wędce
spuszcza szklane oko i podgląda te z dołu.
Złoszczą mnie ich okna. Przesadzają z tym życiem,
tak jakby nie wiedzieli, że wcale nie trzeba.
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Roll up Psycholog