dość już na dzisiaj gazet książek i robótki na drutach bolero Ravela nie przerywa pajęczyny smutku tylko cykanie zegara mąci popołudniową ciszę i rybitwy za oknem natrętnie łopocą skrzydłami na przysłoniętych firankach kołuje smuga cienia opływając grzbietem fali zastygłe przedmioty
w ręku moim ostatni czarnobiały tomik i wiesz drży mi serce jak wtedy przed laty każdy wiersz barwny ogród ożywa wspomnieniem i słowa powracają jak do gniazda ptaki
nieważne symfoniuszu jaka to poezja czy w niej rymy parciane czy kute ze stali nie wiedziałam że serce ból może wystudzić nie wierzyłam że można umierać parami
gwałtowna ulewa spływa mętną rzeką światła domów pulsują na powrotnej fali cisza rzeźbi minuty skrada się po kątach pośpiesznie wiją gniazda ptaki samotności
sadowią się w oknach pomarszczone smutki (żal wystarcza sam sobie radość dzielić trzeba) za drzwiami nikt nie tęskni na progu nie czeka
słoną kroplą list piszę choć wcale nie wyślę adresat wciąż powraca gdy nadchodzi wrzesień a na zboczach pamięci kwitną wrzosowiska