No i znalazłem wreszcie zagajnik w którym spokojnie rozłożyłem zeszyt Gdzieś nieopodal krakało ptaszysko na skraju chyliła się sosna Daleko daleko był mój psychiatra i cała ta szopka
Bo cóż to była za szopka skoro w niej nie rósł żaden zagajnik I cóż to był za psychiatra skoro przestraszył go zeszyt A przecież straszniejsza jest sosna i to kraczące ptaszysko
Teraz tu tylko kracze ptaszysko w oddali pali się szopka a straż nade mną trzyma sosna Wokół szumi zagajnik przede mną leży zeszyt i daleko daleko jest mój psychiatra
Marny psychiatra - lepiej od niego straszy ptaszysko dziobiące zeszyt Dla niego dziś moja szopka to z pewnością zagajnik a ja pilnująca go sosna
I ja - dziurawa sosna i mój dziurawy psychiatra to dla ptaszyska zagajnik Łakomie patrzy na nas ptaszysko - przytulna szopka Pojemny dla niego mam zeszyt
- Twój zeszyt i twoja sosna to tylko szopka - mówi psychiatra a ja widzę krążące ptaszysko i z psychiatry wyrastający zagajnik
Mój zagajnik - w nim zeszyt i moje ptaszysko i moja sosna pod spodem zaś psychiatra i ta spalona szopka |