Index Autor    Wiersze Jakobe Mansztajn

zniknięcie
zaczyna się od wyjścia na balkon. mówię sobie:
na końcu tego pokoju jest balkon. można spróbować
wyjść, przewietrzyć się. może coś więcej.
pooddychać, chociaż nie, zaziębić się jak te chude
barierki, które mnie trzymają. nie uwierzysz,
ale słupek w gdańsku wskazuje minus trzydzieści.
zima dopadła nawet najlepiej ubranych,
nawet najlepiej ubranych, co jakby nas zbliża

tutaj, w gdańsku, sprawy mają się tak: nic nie jest
na swoim miejscu, wszystko jest gdzie indziej.
nie ma cię kolejny miesiąc, kolejny miesiąc
przewala się po mnie jak czołg. podobno była wojna,
podobno rozstrzelano wszystkie ucieczki.
chciałem ci napisać, że już w porządku. dużo wychodzę,
powoli wracam do siebie. próbuję spać,
ale ten wiecznie cieknący kran jest za głośno

zaczyna się zniknięciem. nie panikuję, mówię sobie:
rzeczy dzieją się nadal. śniadanie, studia,
przyszłość. że mogę zaczekać, bo nic nie jest
na pewno. że zaczekam, a gdy znów nie przyjdziesz,
wyjdę na balkon znaleźć cię gdzieś
między dworcem a napisami końcowymi.
upewnić się, że to czym bolisz, ten mały kamień
między palcami w bucie, to wciąż nagroda
14-02-2006  ::    skomentuj (0)
tyber
sobie, tobie i komu tam


proponują porządek: pozbierać latawce,
postery dawnych bohaterów zwinąć w rolkę.
do piwnicy znieść: rowerek, apteczkę z lego.
kolorowe puszki z biblijnego rfn wyrzucić.
cały drobny majdan, co zagraca przejście,
przesunąć pod ścianę. z piwnicy przynieść:
kilka słoików na zimę, polowe łóżko, koc.
systematycznie wchodzić w przyszłość.
opowiedzieć się wreszcie za szczęściem
jakie jest, a nie jakiego się szuka. między
piwnicą a schodami przeżyć tragedię.
jedną z tych niewielkich, choć doszczętną.
28-12-2005  ::    skomentuj (0)
postaci biblijne
ten przypadek ma swoją nazwę: popełniacz
niebawem odmieni ciebie i mnie i wtedy
spadną kałuże przez które będziemy udawać carla lewisa
jak wygrywał swój czwarty medal na olimpiadzie
wyobrażasz sobie? tak tęsknić że umrzeć
pomyślimy wówczas: będą z tego dzieci
zawsze są jakieś dzieci nie zawsze są rodzice
jeszcze przez moment będziemy się kołysać
pełni jak bóg opustoszali jak katedra
28-12-2005  ::    skomentuj (0)
kapsle
w kwadracie gospody i szyprów zbiera się w kapsle
stroszy piaskownicę bo w piaskownicy czuć piwem
i przedmuchane wrzuca do torebek po czereśniach

później się drałuje jak nożyczkami przez kartkę
gromadzi punkty karne i drobinki ziemi w oczach
chudymi patyczkami usypuje lepsze miejsce

na końcu tunelu odbezpiecza się schłodzony "skwar"
wyciera buzię w koszulkę i rozgląda za czymś nowym
po lewej domy ulepione z gliny po prawej też coś
28-12-2005  ::    skomentuj (0)
papierowe lalki
dziadkowi


na zgięciach gałęzi dokwita wiosna
i ścięgna pęcznieją jak mokre drewno

pod cienką powłoczką stężałe chrząstki
papierowe lalki papierowe bęc

nadgarstki filtrują wahnięcia ciepła
od szpiku do szpiku - wodą i solą

cherlawe owady w skrytkach na skórze
papierowe lalki papierowe bęc

korzenie kruszeją jak świeże wafle
jak włosy na słońcu stawiane pod wiatr

w cedrowym temblaku zmięty latawiec
papierowe lalki papierowe bęc
28-12-2005  ::    skomentuj (0)
kolorowe szkiełka
na butelkach uczyliśmy się arytmetyki
dziesięć to była łajba na resztę popołudnia
i nocne rozpięcie gardła

na skrzydłach mieliśmy siniaki od biedy
i wodne kalkomanie na wypadek
gdyby któryś postanowił się zmyć

kodeks bushido zakładał że każdemu wolno
jak świat długi i szeroki
należało tylko przegryźć korzeń

pomiędzy odlotami w przyszłość
szukaliśmy przyczyn dla których warto
choć generalnie wszystko mieliśmy w zanadrzu
28-12-2005  ::    skomentuj (0)
gospody 14
na dachu mojego dawnego pokoju mieszkają teraz
gołębie: niby nic się nie zmieniło
końca świata nie było a z okien wystają

te same pretensje. klatka schodowa śmierdzi
kotami a winda i czas przynajmniej
raz w tygodniu zatrzymują się gdzie chcą

cisza nocna jak życie od 22 do 6
na ścianach oszczaj tło albo lepiej świat
z dopiskiem "bo na więcej cię nie stać"

dziesiąte piętro i pierwszy przystanek
na pogiętym parapecie z którego mój przyjaciel
wyskoczył na główkę leżą resztki pamiątek

wydrapane imię nad pożegnalnym "tu był"
za oknem tyle samo twardy chleb na kolację
i brak widoków. nie wieje można zapalić
28-12-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Wypas Owiec w Bieszczadach Psycholog