czekałam marco na wiersz od ciebie całe dwa miesiące tymczasem w ogrodzie urodziły się szkiełka zimy codziennie przechodzę przez zasypany park wypatruję jeży bo obiecywałeś być całkiem blisko staw jest spięty w ciszę więc nie wychodzą mi kaczki na wodzie i nie mogę powiedzieć ci tak czy cokolwiek innego
nie będzie tam niczego, poza lustrzaną plażą i gasnącym pod stopami słońcem. nie bądź tam. śmierć zbierana przez wiatr - po włóknie na dzień - daje dosyć czasu na zgodę. minie sto uderzeń powiek, ale kiedy powrócę będę próbować, do tego stopnia ślepa, by jeszcze wierzyć: daleko, blisko, co jeszcze mogę? co mogę? znam każdą stronę przeznaczenia.