Index Autor    Wiersze Marcin Perkowski

zlew 2
nie ulega najmniejszej wątpliwości, że idea biopaliw jest
sensowna. to już nie pierwsze weto, nie pierwsze. czemu kiedy
byłem dzieckiem Bogusław nie powiedział mi: pij mleko.
wielki bym był - a tak odeszłaś i branie cię na Świetliki,

Pearl Jam czy Kult jest braniem tabletek przeciwbólowych
na brak bólu. ale co z tego, że ci powiem jak z mówienia do
ciebie nic nie wynika. zacznijmy współpracę - o ile chcesz
być z kimś - kogo pięć minut nadeszło właśnie pięć minut

temu. nic nie powiesz. może i masz rację. niewygodny świadek -
- sumienie. w telewizji ginie ostatnio tylu niewygodnych
świadków. a może zastawić pułapkę, obliczyć kiedy owulujesz
i ewoluować w kierunku prężnie postawionego wykrzyknika?
28-08-2005  ::    skomentuj (0)
łapy. sobota
z góry z perspektywy cmentarza widać miasteczko
dokładnie. charakterystyczna niska zabudowa, więc
chmury opierają się na ulicznych latarniach. wycierają
się w nie jak wyciera się nos w chustkę. noc ścieka,

oblepia gęstą mazią chodniki. kot przebiegł,
przypomniał o sobie. już prawie dziesięć lat jak
widziałem cię pierwszy raz na schodach tego kościoła.
w czerwonej kurtce byłaś i mnóstwo niezdarnych

wierszy napisane zostało. w tym czasie wiele z ciebie
przedostało się na drugą stronę barykady. tysiące
razy wywieszałem białą flagę. z góry z perspektywy
cmentarza widać nas dokładnie. charakterystyczna

niska wykrywalność małych kłamstw i zdrad. tylko
chmury ciągle opierają się na ulicznych latarniach.
ten kształt sprawia, że stajemy się wilgotnym
miejscem. wycieramy się w noc, w chustkę do nosa.

chmurzymy się.
28-08-2005  ::    skomentuj (0)
gadanie
nasze rozmowy już po wszystkim. nasze rozmowy, kiedy ty
już nie chcesz więcej - a ja chcę powrotów z niemożliwych
miejsc. mamy dwie wielkie armie wzajemnych pretensji. mamy

sztandary, dziwne rodzaje broni. posiadamy wbite w ciała
legendarne przedmioty pogańskich bogów. przez bandaże
przecieka psia krew. przez oczy przebiegają plany miast,

mapy okolic i balkony, z których strzela się niemożliwie daleko.
z procy się strzela. zamiast kamieni wkładając serca, owoce,
świeżo oberwane guziki. teraz, kiedy już walka ma się dobrze i

kobieta z mężczyzną gotowi są na kilka dłuższych zdań, lubimy
patrzeć w sufit, lubimy widzieć na nim całkiem różne konstelacje
gwiazd. pragniemy wyjmować z siebie wszystkie niedokończone

śmierci.
28-08-2005  ::    skomentuj (0)
To się jakoś nazywa, to się jakoś przemija się
Nie załapałem się na hip-hop i chociaż urodziłem się
szesnastego czerwca - tak jak Tupac Shakur, stoję niezałapany,
w nie takich jak trzeba butach, w zbyt wąskich spodniach.

(Potęga smaku, te rzeczy).

Słuchałem Kazika, a pierwsza płyta Kalibra była
dla mnie modlitwą. Wiem nawet, który z wielkich
połączył się już z miejscem czaszek. Przenika mnie
wasza mowa i ciągle nie wiem, czy macie zbyt duże
członki czy problemy gastryczne, a wasze spodnie
zniosą wszystko.

Przyznam, nie mogłem oprzeć się tym czarnym biczis,
kręcą tyłkami najlepiej na świecie (cycki też mają najlepsze),
wiadomo - Ameryka, MTV może być z was dumna.

Jesteście jeszcze bardziej
nabrani, niż ja dziesięć lat temu i tego
wam zazdroszczę.

Urodziłem się w Łapach, to moja ulica,
niezałapany będę po niej kicał.
28-08-2005  ::    skomentuj (0)
* * *
do kogo bardziej tęsknię do ciebie - której
każdy centymetr ciała znam na pamięć czy
do osypiska gwiazd rozbijających się setkami
o pustą butelkę - którą stałem się tej nocy

wiesz jaki dźwięk wydaje martwe światło
28-08-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Wypas Owiec w Bieszczadach Psycholog