|
| zlew 2 | |
nie ulega najmniejszej wątpliwości, że idea biopaliw jest sensowna. to już nie pierwsze weto, nie pierwsze. czemu kiedy byłem dzieckiem Bogusław nie powiedział mi: pij mleko. wielki bym był - a tak odeszłaś i branie cię na Świetliki,
Pearl Jam czy Kult jest braniem tabletek przeciwbólowych na brak bólu. ale co z tego, że ci powiem jak z mówienia do ciebie nic nie wynika. zacznijmy współpracę - o ile chcesz być z kimś - kogo pięć minut nadeszło właśnie pięć minut
temu. nic nie powiesz. może i masz rację. niewygodny świadek - - sumienie. w telewizji ginie ostatnio tylu niewygodnych świadków. a może zastawić pułapkę, obliczyć kiedy owulujesz i ewoluować w kierunku prężnie postawionego wykrzyknika? |
|
|
| łapy. sobota | |
z góry z perspektywy cmentarza widać miasteczko dokładnie. charakterystyczna niska zabudowa, więc chmury opierają się na ulicznych latarniach. wycierają się w nie jak wyciera się nos w chustkę. noc ścieka,
oblepia gęstą mazią chodniki. kot przebiegł, przypomniał o sobie. już prawie dziesięć lat jak widziałem cię pierwszy raz na schodach tego kościoła. w czerwonej kurtce byłaś i mnóstwo niezdarnych
wierszy napisane zostało. w tym czasie wiele z ciebie przedostało się na drugą stronę barykady. tysiące razy wywieszałem białą flagę. z góry z perspektywy cmentarza widać nas dokładnie. charakterystyczna
niska wykrywalność małych kłamstw i zdrad. tylko chmury ciągle opierają się na ulicznych latarniach. ten kształt sprawia, że stajemy się wilgotnym miejscem. wycieramy się w noc, w chustkę do nosa.
chmurzymy się. |
|
|
| gadanie | |
nasze rozmowy już po wszystkim. nasze rozmowy, kiedy ty już nie chcesz więcej - a ja chcę powrotów z niemożliwych miejsc. mamy dwie wielkie armie wzajemnych pretensji. mamy
sztandary, dziwne rodzaje broni. posiadamy wbite w ciała legendarne przedmioty pogańskich bogów. przez bandaże przecieka psia krew. przez oczy przebiegają plany miast,
mapy okolic i balkony, z których strzela się niemożliwie daleko. z procy się strzela. zamiast kamieni wkładając serca, owoce, świeżo oberwane guziki. teraz, kiedy już walka ma się dobrze i
kobieta z mężczyzną gotowi są na kilka dłuższych zdań, lubimy patrzeć w sufit, lubimy widzieć na nim całkiem różne konstelacje gwiazd. pragniemy wyjmować z siebie wszystkie niedokończone
śmierci. |
|
|
| To się jakoś nazywa, to się jakoś przemija się | |
Nie załapałem się na hip-hop i chociaż urodziłem się szesnastego czerwca - tak jak Tupac Shakur, stoję niezałapany, w nie takich jak trzeba butach, w zbyt wąskich spodniach.
(Potęga smaku, te rzeczy).
Słuchałem Kazika, a pierwsza płyta Kalibra była dla mnie modlitwą. Wiem nawet, który z wielkich połączył się już z miejscem czaszek. Przenika mnie wasza mowa i ciągle nie wiem, czy macie zbyt duże członki czy problemy gastryczne, a wasze spodnie zniosą wszystko.
Przyznam, nie mogłem oprzeć się tym czarnym biczis, kręcą tyłkami najlepiej na świecie (cycki też mają najlepsze), wiadomo - Ameryka, MTV może być z was dumna.
Jesteście jeszcze bardziej nabrani, niż ja dziesięć lat temu i tego wam zazdroszczę.
Urodziłem się w Łapach, to moja ulica, niezałapany będę po niej kicał. |
|
|
| * * * | |
do kogo bardziej tęsknię do ciebie - której każdy centymetr ciała znam na pamięć czy do osypiska gwiazd rozbijających się setkami o pustą butelkę - którą stałem się tej nocy
wiesz jaki dźwięk wydaje martwe światło |
|
|
|
|
|