Wiersze pochodzą z tomu:
Konstancja Benisławska, Pieśni sobie śpiewane, wstęp: Tomasz Chachulski, Biblioteka Pisarzy Polskiego Oświecenia, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2000.


Spis treści:
PIEŚŃ [6.] Wysławia dobrodziejstwa Chrystusowe na siebie i na cały świat wylane PIEŚŃ [8.] Wyraża się potęga miłości ku Chrystusowi PIEŚŃ [10.] Chrystusa Pana wzywa ciężką chorobą złożona




PIEŚŃ [6.]

Wysławia dobrodziejstwa Chrystusowe na siebie i na cały świat wylane

Przedwieczny Synu Ojca Przedwiecznego,
Jezu łaskawy, miłosierny Panie!
Nigdy nie trafię miłosierdzia Twego
godnie wysławić prze żadne staranie.

Tyś Niebo rzucił gwiazdmi haftowane,
rąk Twoich dzieło, wziąłeś ludzkie ciało,
abym ja, ziemię rzuciwszy w zamianę,
wieczną się w niebie przyodziała chwałą.

Tyś rany srogie i krzyż poniosł srogi,
bym ja do śmierci od węża rażona,
wiecznego życia nie zgubiwszy drogi,
była bezsytnym szczęściem obdarzona.

Spraw, proszę, abym - o Jezu mój miły! -
o tym myśliła, jak bym zawsze Ciebie
i Boga Ojca czciła z całej siły,
dzięki składając i teraz, i w niebie.




PIEŚŃ [8.]

Wyraża się potęga miłości ku Chrystusowi

Do Ciebie, Jezu, moja dusza licha
strzałą miłości ustrzelona wzdycha.
Ach, wżdy rozerwij pęta niewolnicze,
bym przed Twe święte wzleciała oblicze!

Spraw, bym miłością Twą, jakoś jest godzień,
barziej a barziej ja gorzała co dzień,
iżby się dusza po rozłące ciała
godniejszą świętych Twych obłapów stała.

Ty bądź jedynym serca mego celem,
Ty moją karmią, Ty moim weselem,
Ty mą nadzieją, Ty moim kochaniem,
Ty bądź jedyną pieczą i staraniem.

O dobry Jezu, spraw, abym dla Ciebie
i świat wzgardzała, i wzgardzała siebie;
spraw, aby wszystko prócz Ciebie trąciło,
co jest na ziemi, zgnilizną przegniłą.

Lub złote słońce dzień sieje po świecie,
lubo noc czarna sen do oczu gniecie,
niech dusza moja doma i w gościnie
Cię szuka, wzywa, opiewa jedynie.




PIEŚŃ [10.]

Chrystusa Pana wzywa ciężką chorobą złożona

Już to księżyc raz drugi wypełnia swe rogi,
jak mię sroga choroba i ból trapi srogi:
raz mię jako listeczkiem wiatr potrząsa drzączka,
a raz drugi rozpala straszliwa gorączka;

gorączka niewytrwana, która mię tak żywo
iście pali jak ogień suszone łuczywo.
Już ciało me wywiędłe, już zaledwie jaka
na mnie twarzy dawniejszej została poznaka.

Jako wątły kwiateczek w gniewnej niebios chwili
dżdżów wylewem ubity mdłą główkę w dół chyli,
sypie się i omdlewa, tak we mnie - nie lada
schorzałej - myśl i wszelka uwaga upada.

O, którego litości żaden nie ogarnie,
spójrz z niebios, dobry Jezu, na moje męczarnie,
spójrz a wesprzyj mię Twoją wielosilną ręką,
abym przed niewytrwaną nie upadła męką!

Nie, nie proszę ja o to, by od mego ciała
ta choroba precz poszła i precz gdzieś leciała,
lecz o to jedno proszę, przez co mogę, Panie,
abyś siłę i starość dał mi na wytrwanie.

Niech tym ogniem do szczętu ciało dogorywa,
byle tylko myśl moja i dusza ma żywa
zasilona Twą łaską miała męstwa tyle
oprzeć się i hymn zawsze śpiewać Tobie mile.

Jezus dobry, łaskawy, skatowany srogo,
jest nędznym na odwodzie z pomocą swą drogą,
więc-że, więc, moja duszo, rzuć ciężące brzemię,
pełna dobrej otuchy, strach, skwierki o ziemię!

Ucisz się, uspokoj się, słodkie Pańskie Imię
niechaj brzmi w twoich uściech, niech brzmi w twoim rymie!
On tym, co Go z ufnością wezwą sercem całem:
jest nieprzebitą tarczą, murem, zamkiem, wałem.
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
south beach Depresja