Index Autor    Wiersze Krzysztof P. Balcerzan

vis-a-vis jutra
okna patrzą sobie w oczy
nasze parapety dla ptaków deptaki
śniła mi się ciężarówka
i że wyruszam w drogę

wychodziłem na zakupy
karmiła gołębie i jest podobna
do ciebie

kiedy wróciłem myłem okna
zachwycały się wszystkie sąsiadki
i słały słodko-błogie uśmiechy
czuję jakbym wysłał cię na wczasy
prasuję znudzenie na kant
dbam o porządek

obiecałem sobie że cię odwiedzę
ale tym razem jesteś daleko
dalej od wspomnień
12-10-2005  ::    skomentuj (0)
z patyną
na dominikańskim rdzewieją agrafki
młode panny sprzedają kolorowe hafty
kaligrafując tajemnicze spojrzenia
alfabetem ócz-runicznym
przebiegam po srebrach i złoceniach
dotykam klamek
zapalam mosiężne lichtarze
i eklektyczne lampy wylane
w brązie monalizy
chwytam za wdzięki
okuwam klamrą krępe beki
tytoniu liśćmi otulony
czuję się męski i szczęśliwy
jak słonik z podniesioną trąbą
ten z kości i ten z porcelany

odchodząc wdycham
aromat mebli eklektycznych
co w swych szufladach
powietrze miewa przedwojenne
dobijam do brzegu tuż przy chmielnej
w morzu zatapiam znów bursztyny
w swej wyobraźni dłubię dłutem
rzęźbię z radością bez przyczyny
odbijam wspomnień numizmaty

(lubię otwierać szkatułki z duszą*
kolekcjonuję klucze)
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
dopełnienie szklanki
usiadłaś dokładnie naprzeciw
były wilgotne jak nosek myszki miki
ty z kłosem pod nosem uśmiechasz się
                  wąsem złocisto-pszenicznym

wiedziałaś
kiedyś będę smutny
ale dzisiaj nie boję się już niczego
zmężniałem

za mną
gorące kolejowe podkłady
niosły mnie budząc pragnienie

wszystko się już przeżyło
powolny regionalny
        zamienił się w pospieszny
następna stacja nad oceanem
gdzie czeka prom
                  do nowego świata

odwracam się z uśmiechem
co było się spełniło
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
chwila
nieograniczeni żadnym wymiarem
przestrzenią otoczeni nieskończoną
oczy się same zamykały mimo to
widziały wszystko w ciemnościach

mur chiński obracał się
jak naszyjnik z pereł
trzymałaś go w dłoniach
iglica wycelowana w sam środek
księżycowego zegara
co z tego że był bez wskazówek
wiedzieliśmy że już czas
morze było niespokojne
niebo też i gwiazdy inaczej lśniły
szczególnie ta mała którą uwielbiałaś
miała złe sny tego dnia wszystkie kwiaty
pozrywane miały płatki
łąka była a po chwili
nie było już łąki

jej pokoik z zapachem mleka
był najcieplejszy w całym domu
szczególnie wtedy gdy brałaś ją na ręce
siadałaś wtedy na moich kolanach
mieliśmy po sześć nóg i rąk
trzy serca a z nich jedno wielkie

przez chwilę
wznosiłem się w górę dzikim łabędziem
nagle spadłem płonącą papugą

to wszystko w jednej chwili
po niej straciłem skrzydła
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
śniące molekuły
na powierzchni oka fale
zielona rafa i ogon wesołka soverby'ego
patrzę na żagiel co się zbliża
potem z tobą odpływa

księżyc utonął w kropli wiszącej
na rozbujanym trapezie

zapowiadali sztorm i był
siła stu milionów łez przewraca łódź przez dziób
kaszalot łódkę połyka w małej kropli umyka
którą chwytam - przyglądam się jak paruje
teraz wiem że ciepło mej dłoni potrafi zabijać

drobne larwy tańczą otulone pajęczyną
ciągle umierają i rodzą się nowe molekuły
milkną krzykliwe groty strzał i płynie cisza
trwa nieporuszona święta skała z piramid

otwieram termos z klimatem
kawowo-rumowym
zadaję pytania
wszystko-wiedzącym papirusom
cofnięty o kilka chwil w skurczu serca
z poszerzoną wymiarowością
i skalą w źrenicy

z lunetą w dłoniach - zaczekam
do tego czasu wyrzeźbię swoje 21gram

kiedyś odpłyniemy razem
na falach letejskiej wody
kropla nas zapamięta

(wierzę w migrację i nowe wcielenia*)
14-08-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Wypas Owiec w Bieszczadach Psycholog