|
| Homo Fuge | |
Bo kiedy suknię masz do samych kostek i kiedy szminkę masz do pierwszej krwi w oddechu ledwo uchylonych drzwi jestem jak zając co wybiegł na szosę pod kołysane halogenem sny
Ty wtedy w sukni aż do samych kostek ślepia guzików rozpinasz jak szpaki jeden po drugim. Jak przerwy i znaki na naprężonej linii telegrafu
Bardzo Ci ładnie w tym nagłym milczeniu
I w takiej sukni zrzuconej do kostek jesteś pozornie naga i bezradna ale ja widzę jak włosy się plączą wiem że zobaczę kiełkujące słowa ognistą szminką pisane na lustrze
Dlatego mrużę te drzwi półprzymknięte i smugę światła chowam do kieszeni |
|
|
| Pamięć o Szeherezadzie | |
Gdy noc upalna świtowi się żali że potraciła gwiazd całe gromady Gdy kochankowie wyzuci z posady żaglem starganym nieść dają się fali snem długowłosym sypia stary kalif skręconym w czarny lok Szeherezady
Pejzaż za oknem staje się stopklatką złocony księżyc nie umie na pamięć tekstu swej roli a gęsty atrament płynie powoli linijek pułapką niepełnym mostem i trzeszczącą kładką tnąc purpurowy bezgwiezdny firmament
Śniąc że jej oddech był lżejszy niż pióro kiedy szybował w nocy chłodny szafir żarem pustyni prowadzić potrafił i krew błyszczącą tchnąć w żyły marmurom że kiedy ścieżka nie wiedzie jej skórą ślad zbyt zatarty, zbyt wątły by trafić
Gdy świt zamglony jutrzence się żali na piasek w oczach, na blask trupioblady porą gdy cichną pieśni i ballady w łożu szerokim sypia stary kalif w dłoni zmarszczonej ściskając koralik - tysięczną pierwszą baśń Szeherezady |
|
|
| Casablanca | |
ja zawsze byłem częścią tego białego pianina choć zawsze zawsze marzyłem o czarnych fortepianach skazano mnie na małe wiecznie skrzypiące kółka i ten niski taboret mojego upokorzenia
nie zagram tego raz jeszcze. ona przeciągnęła zbyt wiele strun w mym pianinie nazbyt rozstrojone są teraz moje myśli. nie teraz nie zagram.
ja nie dał bym jej tak odejść - banalnie się wtopić w mgłę dusznego poranka (on wtedy był w płaszczu uwierzycie? był w płaszczu - mizdrząc się do oczu milionów załzawionych wielbicielek romansu)
nie zagram tego raz jeszcze. kiss is just a kiss co za wierutna bzdura w tym tekście brakuje czerni brakuje krwi, spermy, życia - tylko różowy lukier na jednym z dziesięciu tortów które tu podaje podobny do mnie czarnuch tak jak ja jeżdżący na czterech małych kółkach skrzypiących bezradnie |
|
|
| Kaliban | |
Niebo noszę na sobie jak jutowy worek tu, pod pękniętą ścianą z wyschłym dawno pająkiem i liczę mokre gałęzie nieogolonych dębów mam w kieszeni dwa sznurki i od wina korek
Tam drzwi otwarte przeciągiem to tak jakby lokaj pochylony, tam tylko skowronki i suknie flakon bywa rozbity we właściwej chwili tło zawsze odpowiednie i miłe dla oka
Ja zawsze siedzę krzywo gdy myślę o Tobie jak nazbyt duży worek oszukanych kości tu pod pękniętą ścianą z wyschłym dawno pająkiem strugam Ci łódkę z drzewa co pewnie zatonie |
|
|
| Depesze | |
"Na bliskim wschodzie mego łóżka eksplodowała pułapka-poduszka i skutkiem tego złamania reguł sypiam od wczoraj na zachodnim brzegu."
To pewnie zła wiadomość ale na tle błękitnym nadal kręci się Ziemia a mimo groźnych znaczeń wyrazy suną przez ekran ze spokojem hiszpańskiej procesji prowadzonej przez duże T.
"Z naszych poufnych danych wynika że wczoraj blisko zamrażalnika pewne wypadki poszły w kierunku ochłodzenia wzajemnych stosunków."
To nic bo przecież wskaźniki giełdowe łagodnie obmywają zapiaszczone stopy i żadna z walut nie daje się zepchnąć z kursu. Inwestorzy zachowują spokój
"Jak donosi korespondent, po kolacji nie zamknięto drugiej rundy negocjacji ustalenia kto się zajmie naczyniami poczyniono już za zamkniętymi drzwiami"
Ale co kwadrans nieodmiennie rozbrzmiewają fanfary grają werble i trąby obwieszczają porządek. W lewym dolnym ekranu dobrze chodzi zegar z prędkością czterech węzłów i błyszczących spinek od uczesanych krawatów od białych mankietów w dokładnie określonych stałych punktach kadru.
Z zapałem zegarmistrza śledzimy mechanizm litując się nad tymi którzy przed północą muszą karmić tęczówki chaosem ogniska bez pewności i jutra o tej samej porze. |
|
|
| Kiedy umysł jest śpiący | |
Kiedy umysł jest śpiący - budzą się tęsknoty rozkwitają jak zmięte w bezsilności kartki którymi senny pisarz nie trafił do kosza i nagle stoją przy nas w hawajskiej koszulce czy kapitańskiej czapce.
Małe jak odcisk palca albo tak rozległe, że można z nimi chodzić tylko główną ulicą. Kiedy umysł przymyka pokrywkę rozsądku - wypełzają z nogawek, roją się w rękawach gotowe do wyjazdu, spieszące na pociąg.
Kiedy umysł jest śpiący - budzą się tęsknoty niezatapialne w kawie, których ani zmilczeć ani nawet rozchodzić, którym można tylko na samym środku czoła poprzyklejać znaczki o egzotycznych barwach, obcych nominałach albo zamknąć w walizkach i usiąść na wieku |
|
|
|
|
|