przede mną i przed migreną umiesz się schować jak dziecko, zacisnąć powieki i zniknąć, zanim doliczę do stu
diabłów, myślałam, że już cię oswoiłam z wnętrzem. kończysz moje lody, oblizujesz po mnie palce, wiesz, co mam w środku; dwoję się z tobą i troję.
idzie wiosna i znów nie mogę się dopiąć w twoich starych wierszach, choć ćwiczę ciepło, aż lód trzeszczy w stawach i miąższ odchodzi od kości.
oberwałam ostatni guzik. złap się za swój, może choć puszczą ci szwy. może przestanie śnieżyć. |