Index Autor    Wiersze Magdalena Kowalska

do wylizania
wszyscy co nie umarli tej zimy
wylali się na ulice
woskowe maski miękły na słońcu
spieniony kożuch unosił
włosy berety i parasole

głębiej teczki bzu torebki stokrotek
kwiaty cięte rany szarpane
płatki popiołu spłukiwane z butów
rozkurczające się pięści
ściśniętych zmysłów

wsiąkli zgubieni pomyleńcy
wpatrzeni w półnuty jaskółek
na pięciolinii nieba
słony osad złych snów
bieli się w schnących kałużach

w oknach łakome jęzory kołder
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
gangrena kopciuszka
wraca tam do dziś, choć wiemy obie, że nie ma po co.

ojciec (zanim przepił złotniczy warsztat) brał ją do gospody,
stawiał wśród kufli jak pozytywkę i klaskał. w drodze powrotnej
zgubił ją z sanek, a sam przepadł. bardzo chciała zostać w niebie
(piętro wyżej, u ciotki Ju), ale kazano jej pożegnać brata i jechać.

drugi (kiedy już spłodził matce prawowitego dziedzica), ćwiczył
przed lustrem w łazience mowy tronowe, a na niej pięści. za nic
nie odezwałby się do niej wprost, bo mieszkała w kącie korytarza.
sąsiadka - dobra wróżka ukradkiem karmiła ją ciastkami, w mroku
gładziła po chudych łopatkach. państwo bawili w salonie.

brat zajeżdżał na strych księżycową karetą. co noc szła do niego
z wyciągniętymi rękami. budził ją dwunasty krzyk z dołu. gnała
z gardłem ściśniętym od złotego kurzu, gubiąc kapcie na schodach.

krzyczę nieraz: daj może mnie te cholerne nożyczki i spirytus,
przecież i tak jej zostanie supełek na pamiątkę. babcia mruczy
coś o urojeniach i odwraca wzrok. nie zawiesza nawet.
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
linea lateralis
masz śliską skórę i ciemnieją ci oczy
gdy podpatrujesz przez dziurkę
od guzika czy już osiągnęłam
sargassowe morze

furkoczą sztaksle
trzaskają ramiączka
balkony zrywają się do lotu

studzienki wzbierają inkaustem
nasze dziecko śpi w objęciach golfstromu
jesteśmy nieśmiertelni
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
bibeloty
widziałam moją starą lalkę o skórze jak marcepan
i liliowych paznokciach. leżała wystrojona
w lśniącym pudełku i nie chciała otwierać oczu.

teraz często śnię, że wpadam do zimnej wody
i nie pamiętam, jak się pływa. liżę lód od spodu,

zmieniona w rżnięty kryształ. od dotyku dźwięczę
na alarm, boję się runąć w sen, rozprysnąć, rozpylić.
i tak zniknę, ale inaczej. zapychaj mi dalej usta ziemią
po brzegi, w końcu przestanę rozszczepiać światło.

podobno innych wcale nie trzeba nakręcać.
same w kółko łączą i rozkładają smukłe nogi
w czarnych pończochach i mruczą chrapliwie

tak tak, tak tak, tak tak.
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
bez ikry
woda znów mętna i martwa. stoi
w miejscach, gdzie wczoraj były trawniki.
na dnie kamienie w zielonych futrach.
chlupoczą kamienne koryta ulic. cisza.
groble chodników puste, strach wyjść.

no to jedziemy. trzyma się mocno,
lecz kłącza mokrych traw wkręcają się
w szprychy. pod wiaduktem bajoro
zlizuje ją z bagażnika. wracam
płacząc, z pustymi rękami, za to

w sukience opiętej na nowym dziecku,
którego tak bardzo chcesz. wiem tylko tyle,
że z drugiej strony miało być ciepło i sucho.
za oknem dryfują powywracane czółna,
skrywając stada wylękłych kijanek.

nie ma wyjaśnień w żadnym senniku.
więc nie.
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
ballada o integracji
Udało się na moment zbiec,
siąść obok siebie skronią w skroń;
grzmiał w tylnych rzędach gromki śpiew,
spiesznie pękało szkło za szkłem
jak to "coś" w nich już dobry rok.

Udało się na moment zbiec
i przyjść do kina, nie na film.
Na zewnątrz sennie gęstniał mrok,
po ciepłym karku piął się szept
i tęskna, ukradkowa dłoń.

Autokar pierzchł, roztrącił noc.
By brnąć przez ociemniały świt
z "przepraszam" na krawędzi warg,
wrócić donikąd, do swych spraw,
udało się na moment zbiec.
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
kapsułka
słyszałam że tłuste cielsko rzeki po staremu się wije
że rodząc w kącie brudnego podwórka znów popękała
ziemia a pod kępami olch pieni się zwarzone osocze
sinych bzów że jak co roku wykwitają czopy kasztanom
podobno dzieciom kiełkują już piersi i nabrzmiewają żyły
w zaułkach cuchnących psią sierścią i kocimi szczynami

przeciskamy się z trudem przetokami ulic
przez zaparowane ścianki nie widać nie czuć nic
bez różnicy ozon czy eter i tak ledwo gra
21-08-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Wypas Owiec w Bieszczadach Psycholog