Index Autor    Wiersze    Proza Mariusz Partyka


Mariusz Partyka
Mariusz Partyka ur. 1976 r. Laureat konkursów poetyckich m.in. konkursu im. Rafała Wojaczka w Mikołowie, nagroda specjalna konkursu im. Jacka Bierezina w Łodzi, konkursu im. Klemensa Janickiego w Poznaniu oraz konkursu im K.K. Baczyńskiego w Łodzi.
Publikacje w Opcjach, Portrecie, Kresach, Toposie, Kursywie, Tece, Megalopolis, Bregart, Poboczach, Undergrunt - wydanie internetowe, Pro Arte - wydanie internetowe, Nowa Okolica Poetów - wydanie internetowe, oraz nieszuflada.pl.
Mieszka w Zabrzu.

email mariusz_partyka@o2.pl     GG: 2248247     admin     1810
grudzień
zostały tylko fragmenty lodu
piaskownica boi się o swoje tajemnice
nie różnisz się od głodnego jelenia
tak samo straszne zdają się być otwarte przestrzenie
pod osłoną nocy otwieranie starych szaf
garnitur może być wzięty za trupa piłka za odciętą głowę
rękawiczki dziwnie ożywione za zasłoną cienką
jak przestrzeń pomiędzy dwoma obiektami pełznie cisza
odwiedza kolejne gniazda i pożera pisklęta
wszystko czego nie dotkniesz będzie obcym ciałem
dni zaczynają być przejrzyste jak szyby przed świętami
ze środka widać jak ludzie przechadzają się z siatkami
i zdziwienie że psów jest tyle a nie słychać żadnego.

3-01-2008  ::    skomentuj (0)
moc truchleje
nabieram powietrza przed kolejną zwrotką kolędy
fragmenty nieba namalowane na deskach zawieszone nad głową
anioł z grubymi łydkami wyciąga ręce ku światłości, nic więcej
nie mogę sobie przypomnieć, chociaż oglądałem wiele razy.
zastanawiające jak wiele można osiągnąć w kwestii
nieuczestniczenia, obecnym być tylko w cudzysłowie
i tak od zawsze. wśród tłumu ciepłego, oparów kadzidła,
dezodorantów, z widokiem na przetłuszczone włosy
i małego proboszcza za ołtarzem.
3-01-2008  ::    skomentuj (0)
szron
ktoś szedł po śniegu i zostawił ślady biały sad czeka
wychodzę wieczorem przykładam ucho do ula
mroźne kwiaty na szybach nie potrzebują pszczół
dostrzegam pierwszą gwiazdę światła pozycyjne
niebo jak bladoniebieskie szkło kontaktowe
widać coraz więcej szczegółów i staje się jasne
że za chwilę będzie ich za dużo trzeba wrócić
albo bardzo szybko przystosować się do chłodu.
3-01-2008  ::    skomentuj (0)
nic nowego
kościół wygląda jak zagubiony jeleń po drugiej stronie ulicy, żegnam się
z nim od czasu kiedy przekroczyłem śmierdzącą rzeczkę
i pierwszy raz przeszedłem na czerwonym świetle. kosztowało wiele
wysiłku, żeby nie dostrzec zmiany na lepsze lub gorsze, nawet teraz
nie potrafię wyjaśnić na czym to polega. wejść we własną skórę,
obserwować jak obserwuje się rozpad komórek albo niezdrowe
namnażanie. nawet teraz, gdy powinno być już jasne, że stanie się
światłość i ciemność.
3-01-2008  ::    skomentuj (0)
odrodzenie
nie będzie już zimy, tylko stare kości rozrzucone
przy piaskownicy nasiąkną kolejnymi falami deszczu,
mieszanką dymu i mgły. im dłużej będzie to trwało
tym krócej utrzyma się ciepło. zapasy ukrywane na czarną godzinę
stopnieją w biały dzień odłamki, które obrosły żywym ciałem
zaczną ponownie pulsować i wszystko wróci na stare miejsca.
zasiane na nowo zapomniane nasiona, rozłożyste rośliny,
nigdzie nie sklasyfikowane, zasłonią co jeszcze nie ukryte.
naskórek zostanie zadrapany przez gałąź
i nie będzie to rana ale rysunek.
9-12-2007  ::    skomentuj (0)
lektura śniegu
trawy szeleszczą między palcami, gdy lato
odpełza. wymieniają się nasiona, pęcznieją
żyłki na skroniach i dreszcze zdzierają naskórek
sygnały pociągów płyną nad łąkami całą noc.

skąd ten smutek gdy przychodzisz i patrzysz
na mnie, przez otwarte okna oddycha
całe osiedle. wiemy o sobie niewiele,
wystarczająco, żeby nie przestać myśleć
o dalszym ciągu. ciemność rozpościera się
od parapetu do szafy.

oprócz paru zbędnych mebli nie ma tutaj
nic, to co obudzi się jutro będzie miało na imię
jesień, na drugie zima. zwinięci w kłębek
pod chłodnym niebem przypomnimy sobie smak
wiśni i pestki wypluwane daleko przed siebie,
na przejeżdżające pociągi w telewizji.
18-11-2007  ::    skomentuj (0)
zadeptane
we śnie widzę wychudłe ręce,
nie wierzę, chociaż wszystko spełnione.
teraz jest cicho, burze odeszły na południe
wszystko puchnie od nowa nasiąka dymem
i zasiada na ramieniu. w nocy szumi
w uszach jakby ciągle tęskniąc za muszlami,
we włosach znowu czuć sól. teraz widać
jak niewiele jest tych roślin, które powinny zakrywać
ciemne miejsca i przepuszczać
światło. w lesie po którym biega się dłużej
niż by się chciało i nie wraca na obiad ale później,
gdy jeżyny kreślą czerwone wzory na kostkach,
głeboką linią wcina się gałąź, gdy uciekają
cienie i jaskrawe plamy znikają pod stopami.
11-11-2007  ::    skomentuj (0)
zasięg
wyżej nie sięgniesz powiedział i wszedł w cień
podwórka nad głowami stuletnie stopy metali
żelazne grona na szczycie bramy
otwiera się przestrzeń i zamyka
jaskrawe światło tylko na szczytach
z drzewa spadnie owoc i nikt go nie podniesie
z okna na drugim piętrze prawie wypadnie dziecko.
8-09-2007  ::    skomentuj (0)
morze to sen
wiatr wieje coraz silniej chwieją się barwy,
w kałużach pływa dom, łyżka odbija twarz, jest jak jajko.
jesień bywa uciążliwa gdy przychodzi w lipcu.

płynący w kierunku nieznanym, macha na pożegnanie,
a może to już powitanie. woda zbiera się
w plandece, trzeba przelać, żeby nie pękła, zalała wszystkiego.

czekanie na suchy ląd, żeby oddać całą wilgoć, zapomnieć
o głębinie, która dryfuje pod spodem jak czarne zwierzę.
wszystko prowadzi w miejsce, gdzie światło ma męczący kolor,
może to sen.
19-07-2007  ::    skomentuj (0)
bejrut, czwarty lipca dwa tysiące cztery.
jeżdzę na plażę i robię zdjęcia telefonom komórkowym
wepchniętym za kąpielówki. na wzgórzu stoi smażalnia ryb,
nie chodzę tam, niestety potrafię sobie wyobrazić smak.
robię zdjęcie bananowi wycieczkowemu w trakcie wywrotki
i kobiecie stojącej do pasa w wodzie, konwersującej
z ratownikiem. nie mogę myśleć o nim dobrze.
otwieram książkę dokładnie tam gdzie mógłbym skończyć ją czytać,
gdyby nie ciekawość, pierwsze zdanie zniechęca do dalszej
lektury. wiatr niesie zapach olejku kokosowego, niektórzy nie powinni
zdejmować ubrań, nie powinni też robić grilla, jeździć czarnym
samochodem terenowym i wygladać jak przepełnione szafy.
ucieczka jest niemożliwa, piasek zasypuje matę z morskiej trawy
i sandały, woda pochłania kolejny zamek. biała kreska
na horyzoncie zwiastuje tylko lot naddźwiękowy.

19-05-2007  ::    skomentuj (0)
eksploracja
są jaskinie, z których nie ma wyjścia. sklepienia dociskają
żebra do płuc z każdym krokiem. przychodzę tutaj i opowiadam
o swoim dzieciństwie. obudzeni, przesuwają się po ścianach.
palce pstrykają, kapsle przykrywają powieki, graliśmy w kolarzyki,
peleton zawsze dojeżdżał do mety, nie pamiętam przegranych.

w tym pudełku jest tylko śnieg, topi się za szybko, żeby zapamiętać
wszystkie zimowe ścieżki jakimi przechodziłem. oprawki okularów
wyglądały jak bezlistne gałązki, pod lodem zamarznięte jeżyny.
jeżeli jeszcze jesteś w tym lesie, obok złamanej sosny, to nie odchodź
stamtąd już nigdy. niektóre wycieczki nie powinny mieć zakończenia.

ponownie nadciągają ciepłe miesiące, jest tłoczno, świeci słońce i wieje
nudą. patrzyliśmy na siebie,mrużąc powieki, byliśmy piękni,
ze spalonymi nosami. chłodne kule toczyły się po asfalcie
i rozbijały z trzaskiem.

22-04-2007  ::    skomentuj (0)
obrócisz się
zegar żywe zwierzę warczy
na ścianie. kołysanka boli i niesie
w sen. ojcze, który jesteś

w niemczech u swojej siostry
chciałbym powiedzieć coś
ważnego ale zepsuły mnie
dyskusje o współczesnym świecie
przestałem w ciebie wierzyć zaraz

po świętym mikołaju. obudź mnie
kiedy stanę się nieznośny. w kolejnej
klatce ojciec stoi w fioletowym
garniturze, matka w czerwonej sukni
z białym kwiatem wpiętym w serce.

między nimi między innymi ja

stokrotka w dłoni. zdjęcie jak papierek
lakmusowy zmienia zabarwienie.
obudź mnie zanim przytulimy się
jak liście zagrabione tuż przed spaleniem.
14-04-2007  ::    skomentuj (0)
Nisza
Ziemia, obszar trawy, ostu, wyrwane drzewa,
które pamiętam, będą tutaj stały. Tam gdzie koniec
gałęzi coraz ciemniej. Za drzwiami kwitnie
pleśń, stare szafy otwarte na oścież.
Mozaika swetrów i podkoszulek w ramach
z półek. Te dni rozpostarły się tutaj, wpełzły
we wszystkie zakamarki i oddychają kurzem.
Na tym skrawku nikt już nie zamieszka,
zapachu tutaj nie zostawi. Kim był ten,
który odszedł ostatni, czy miał
coś wspólnego ze mną. Podobieństwo
tak małe, że nie warte zauważenia. Może oczy
silne, żeby do końca patrzyły na ten widok.
29-03-2007  ::    skomentuj (0)
Ściegi
Po ścianach chodzi tylko w dni niekorzystne,
w pozostałe słucha wody i ognia.
W księdze odnalazł krzak w szufladzie zapałki.
Teraz trzeba ratować ten światopogląd,
do którego trudno się przyznać.
Słucham cię – mówi ale odchodzi po kilku słowach.
takie nudne jest opowiadanie o pewnych sprawach
i odeszli ci, którzy mogliby potwierdzić.
24-03-2007  ::    skomentuj (0)
nurt
pachnie deszczem i skoszoną trawą, w powietrzu
unosi się puch z topoli. ten czerwiec wystudzony
jak zimna herbata w szklance z krą osadu.

przyjdź za miesiąc, załapiesz się na chrabąszcze
i soczyste papierówki, na wpół dojrzałe.

pojedziemy nad zalew. na plaży obszernej jak koszula
ojca, położymy ciała. później wstąpimy w chłodną wodę
i popłyniemy na głębię.
13-06-2006  ::    skomentuj (0)
zima obiecana
to jest noc, która skończy się
pojutrze, jeśli dzisiaj był listopad, jutro
będzie grudzień.

opuściłem się w bywaniu,
dlatego załatwiam to na cztery
przed snem, wyjściem z domu.

jestem sam na sam z początkiem zimy,
ze świętym hieronimem z jego wiecznie
żywym krzyżem.

jest za późno, żeby zjeść coś słodkiego,
za wcześnie, żeby o tym myśleć.
8-04-2006  ::    skomentuj (0)
dni przestępne
wszystko wydarza się na odwrót, zapamiętuje wspak.
ci, którzy odeszli, zrobili to na niby, ciągle sprzątają
i ścielą łóżka, chociaż już nie swoimi rękoma.

im bliżej jestem tych miejsc i zdarzeń, które tkwią
jak nasiona w ziemi, tym mniej staram się zrozumieć
i wyjaśnić, tym więcej nie być. nigdy nie wychodzi

do końca, jakby świat chciał zatrzymać jeszcze
na jakiś czas to, na co mówię ja, to, na co mówią on,
to, o czym mówią, to chwilowa niedyspozycja, taki dołek,

do którego wpada się na kameralną imprezę z innymi
robaczkami. taki czarny humor, który podobno ratuje
przed chorobami serca. i tak, jak napisane na początku,

będzie zawsze.
19-03-2006  ::    skomentuj (0)
tunele
tędy mogłyby ścigać się bobsleje, samochód jedzie tam,
gdzie prowadzi śnieg, kołyszemy się w środku, a ręce dalej
zimne w rękawiczkach.

rano oblepiliśmy się nieśmiertelnymi przesądami, wycie
psów w nocy, przychodzenie we śnie do najbliższych, nawet
kaszel i bladość mówiły więcej, niż chciałoby się usłyszeć.

żółty przegubowy spychacz próbował przebić się pod sam dom,
coś pękło w środku. będziemy rozmawiać za szybko,
gdy to się wydarzy.
4-01-2006  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Wypas Owiec w Bieszczadach Psycholog