|
| winieta | |
w nocy był sztorm nieduży - na oko mniej więcej mój rówieśnik skończył się nad ranem wraz z wakacjami
mama powiedziała: chodźmy pożegnać morze przed wyjazdem ścieżka wśród sosen traciła już wczorajsze znaczenie
nie zeszłyśmy z wydmy morze czołgało się w górę plaży a potem cofało jak ściągany ze stołu obrus wiatr poświstywał chłodno szklanymi palcami czochrając kępy traw
nikomu nie było nas żal |
|
|
| Kutna Hora - cykl | |
Kutna Hora - spojrzenie przez ramię -----------------------------------
nad miasteczkem wyrasta katedra świętej Barbary opiekunki górników; w końcu były tu kopalnie srebra. do dzisiaj w okolicznych lasach znaleźć można kawałki poskręcanego w secesyjne ślimaki żużlu pozostałego po wytopie. zbierałam je pilnie wierząc że są równie cenne jak srebro.
teraz myślę że dzieciństwo w ogóle to właśnie taki gładko siedzący w dłoni fragment tajemnicy co to po latach okazuje się być produktem ubocznym procesu wytopu człowieka. ============================================================
Kutna Hora - spojrzenie w górę ------------------------------
imię mi dano z czternastowiecznej chrzcielnicy w kościele świętego Jakuba co w niebo wstępuje spośród niskich gotyckich domeczków; wybucha w oku twardym męskim ciosem spiętrzonego kamienia.
Jakub podciąga całe miasteczko do góry. jest jak wskazówka przeogromnego kompasu pamięci co wciąż na ślad naprowadza. ===========================================================
Kutna Hora - u bram miasta -------------------------- mury obronne już dawno zburzono. na skarpie syczy swobodnie rozparta żmija autostrady. zaś fosa stała się zaledwie hipotezą uparcie powtarzaną przez glinę piach kamienie stare drzewa.
tu właśnie były ślimaki. tu byłam ja trzyletnia. zrobiono nawet zdjęcie na którym dziadek żyje i trzyma mnie na rękach. stoimy razem w progu miasta. dziadek go nie przekroczył. |
|
|
| roman de la rose - wersja współczesna | |
monetą słońca chcę zapłacić za przepuszczenie mnie przez bramę tam ogród świata w którym rośnie kwitnący wiecznie krzew różany tam studnia w której leży kryształ co nie odbija ludzkich twarzy róża jest słońcem, słońce kluczem czyniącym przejście wśród ciemności do studni kto zagląda stale o tym już tylko echo marzy |
|
|
| wszędzie mieszkają hodowcy gołębi | |
od kiedy pamiętam na tle nieba wiosną wysokiego z echem latem ogarniętego pasmami wełen lub jak zatoka z wyspami i zamkami jesienią stalowego z błyskiem jak ostrze noża zawsze kołują stada gołębi posłuszne gwizdom swego właściciela gołębie rozpierzchają się by zaraz zbić w gromadkę wykonują kilka rundek po obwodzie niewidzialnego kręgu z impetem zawracają to są zawsze te same gołębie wszędzie mieszkają hodowcy gołębi
3.10.2001 |
|
|
| wszyscy mamy obowiązki | |
wszyscy mamy obowiązki słońce też wschodzi i co dzień maluje dokładnie taki sam cień na kamienicy naprzeciwko
i ja też bardzo pracowicie uśmiecham się płaczę by przybyło zmarszczek
aby osiągnąć właściwy efekt każdego dnia należy żłobić głębiej
21.10.2001 |
|
|
| niebo zasnute całymi warstwami zwyczajnie szarych chmur | |
niebo zasnute całymi warstwami zwyczajnie szarych chmur niektóre mają lekko perłowy odcień przesuwają się z różną prędkością zależnie od wysokości na której się znajdują widać że wieje wiele wiatrów a poniżej - zupełnie nisko wielkie kałuże przenoszą ten sam widok w głąb ziemi
11.10.2001 |
|
|
| na czystym niebie ślad | |
na czystym niebie ślad się smuży jak rozwodniona linia złota na ziemi drzewa z rezygnacją zrzucają z głów spaloną trwałą ulica pusta w dal poniesie skręcone brązem suche liście ja mam do domu niedaleko kwadraty okien widać jasne a klucz w kieszeni zapowiada otwarte drzwi mocną herbatę
27.10.2001 |
|
|
| lustro to kawałek szkła | |
lustro to kawałek szkła to miska z wodą wypolerowana tarcza z brązu kałuża studnia każde lustro to zalążek świata ma w sobie wszystko sprawdź
13.10.2001 |
|
|
| księżyc wielki na pół nieba | |
księżyc wielki na pół nieba a w alejach szum się niesie liści jeszcze wciąż niepewnie rzucających się w powietrze
jeszcze trochę trzeba czekać na eskadry samobójcze na naloty dywanowe liści rudych liści złotych |
|
|
| choroba to jest tak | |
choroba to jest tak w głowie coś się buja na haku a ten hak w oku zimno jak zimno aż niebieskie paznokcie raptem policzki różowe malowana lala czy to kaloryfer tak grzeje do góry do dołu a te koparki zasypują wszystkie moje lalki co leżą w tym rowie
07.10.2001 |
|
|
| aż żal że drogi nasze - równoległe | |
aż żal że drogi nasze - równoległe w tej roku porze gdy pierwsze latarnie nieśmiało mrugają spomiędzy listowia gdy tak niedawno o tejże godzinie jeszcze się słońce wagą złota kładło na nasze twarze - lecz w dwu różnych miastach
aż żal że drogi nasze w tym samym kierunku lecz zawrócić nie wolno a skręcić - nie sposób |
|
|
| wielka improwizacja wrześniowa online | |
jest poranek tak szary jak jego własne zdjęcie godzina ósma trzydzieści ponoć najgorsza z możliwych na tym najgorszym ze światów
i deszcz pada lekko zacinając nieco z ukosa a ja do pewnego stopnia myślę ale nie zanadto
18.09.2001 |
|
|
| PIOSENKA | |
teraz kiedy wieczór blisko teraz kiedy wraca zima teraz myślę znów o śmierci; zmarły nie musi nic zaczynać
bo to tak trudno wstać jest nocą bo to tak trudno wyjść na wiatr bo chociaż gwiazdy tak migocą; to jakoś entuzjazmu brak
03/09/88 |
|
|
| ta jesień dziwna | |
ta jesień dziwna gorzka przeczuciem chryzantem i - chociaż drzewa wciąż zielone - oświetlona już płomykiem listopadowej lampki
a na każdym straganie zatrzęsienie jabłek
28.09.2001 |
|
|
| pomiędzy mną a tobą leży w poprzek miasto | |
pomiędzy mną a tobą leży w poprzek miasto w którym dróg jest tyle że nie sposób nie zbłądzić przy świetle latarni odczytujesz mapy prowadzące donikąd drukowane przed laty
pomiędzy mną a tobą leży w poprzek noc bezgwiezdna i cicha jak zamarłe morze szeleszczą tylko pod nogami liście bardzo jesiennie i bardzo przejrzyście
21.11.1988 |
|
|
| podobno musisz | |
podobno musisz na mnie patrzeć a oczy masz wtedy niebieskie jak jasna cholera a ja do tego nie powinnam
ale zwyczajnie się rumienię
23.09.2001 |
|
|
| a wieczory zabierają coraz więcej czasu | |
a wieczory zabierają coraz więcej czasu stają za oknem, nos na szybie płaszczą wytrzeszczają na nas oczy
zupełnie jak dwa księżyce (jeden tam - prawdziwy - chyba drugi - to lampa w oknie się odbija)
czyżby już pora zaciągnąć zasłony
04.09.2001 |
|
|
|
|
|