Index   |   I etap   |   II etap   |   III etap   |   Wyniki

3.00   |   3.01   |   3.02
Podsumowania   |   Tabela ocen   |   1 - 9

 
Karol Maliszewski. Niepodsumowanie.

Ten konkurs trwa za długo, traci na impecie. Myślę, że takie rzeczy powinno się rozstrzygać szybciej, na jednym oddechu. A tutaj celebrujemy w nieskończoność ten seans nad podobnymi w sumie zestawami słów. Mówiąc tekstem numeru 23 "celebracja tego miejsca/ przerosła moje najśmielsze oczekiwania". Ale poważnie rzecz biorąc, bałem się czegoś żenującego, a tu taka miła niespodzianka -- żenada została skutecznie wyeliminowana po pierwszym etapie. I teraz mamy do czynienia z naprawdę niezłymi wierszami. Każdy mnie jakoś zaciekawił, zastanowił. Oceniające cyferki pokazują, który więcej, który mniej. Oczywiście, gdybym miał 10, 15 lat mniej, oceniałbym inaczej. Teraz oprócz konceptu szukam jeszcze pomysłu na rolę poezji, szerszego oddechu, czyli jakieś dalekiego planu, na którym (widzący siebie wyraźnie) poeta umieszcza swój wiersz, a w efekcie swój los. Sprawność -- okey, została nabyta i potwierdzona, tu jest wszystko w porządku, lecz teraz pytanie końcowe i ostateczne, po co tę sprawność nasi harcerze zdobywają. Fajnie gdyby w wierszu było coś o tym.





Jacek Filipowicz. Podsumowanie trzeciego etapu.

Moje rozczarowania, to moja sprawa. Brakuje mi jednak tego pozytywnego zdziwienia, które towarzyszyło lekturze tekstów z drugiego etapu. Formalnie - brak zdecydowanych faworytów; tak, oceniłem kilka wierszy powyżej czwórki, ale niedosyt pozostał.

Jest jeden tekst, który zapamiętam z pewnością: "Elegia w dechę II", a choć nie jest to wiersz idealny i przyczepiłbym się tu i ówdzie, pozostawił mnie w przekonaniu, że autor wie o czym i jak pisze. Nie pierwszy raz spotykam się z kostuchą w przykrótkiej spódniczce, ale to spotkanie było dosyć udane.

"MAJ / DZIWNY ATRAKTOR" to wiersz przeładowany, ale jednocześnie wiarygodny dzięki użyciu stylizacji.

"tryptyk z podróży czyli god bye". Strasznie nudny wiersz drogi :) Pomimo nieciekawej perspektywy, udana kreacja peela ratuje lekturę. Bardzo fajna zabawa z przestrzenią i czasem, przykuwający ozdobnik z kościołem i figurą panienki. Mam wątpliwości czy tytuł adekwatny, bo wyraża raczej życzenie, niż stan faktyczny obecny w wierszu. Widać wątpliwość, nie widać bezpowrotnego pożegnania.

"Wierszyk szkolny". Nostalgia i księżycowo-osiedlowy krajobraz. Kadr w którym mieści się peel w krótkich spodenkach, a jednocześnie ten już dorosły, świadomie używający waryńskiego i pięciolatki [bardzo efektownie]. Delikatnie zaznaczona granica dorastania, cichcem wprowadzona pustka, która mieści się za tą granica.

"OBSERWACJE". Udana synteza impresji i refleksji. Reminiscencja z rzeczywistością w tle.

Żaden z tekstów mnie nie porwał, nie pozostawił wrażenia obcowania z językiem żywym. Zabrakło mi dynamizmu, rozrzutności, rozpasania w kreowaniu wierszowych światów, dzikich peelek (nawet koty są statyczne i stateczne) i peeli mających do powiedzenia coś istotnego bez popadania w lepiej lub gorzej ukrywane mazgajstwo. Moim zdaniem w drugim etapie znalazło się znacznie więcej wierszy dobrych i znacznie skuteczniej ocierających się o poezję. Liryka, Moi Drodzy, tylko gdzie ten pazur?





Marcin Cecko. Podsumowanie trzeciego etapu.

skuś baba na dziada. jako organizm siedmiogłowy wybraliśmy jak się okazało średnią doskonałą. czytając zestaw III odnosi się wrażenie, że autorem wszystkich wierszy jest ta sama osoba, choć być może o różnych porach pisała. wybrałem dwa wiersze na które skierowałem punkty, ale nawet i one nie spełniają wymagań wierszy zwycięskich. to czego mi brakowało w tych 25 wierszach to własnego głosu, złamania, nawet fałszu, ale konsekwentnego, silnego. nic z tego. ciągle to samo, oklepane kawałki, przyzwoite ale bez życia, jakby komputer je pisał.

i jeszcze się poznęcam bo osobiście uważam, że niebezpieczeństwo w takich właśnie wierszach jest największe. występuje wysokie ryzyko zadowolenia. jakaś metaforka, jakieś wydarzenie, ale nie ma nic co by mi rozerwało wszystko pokolei od ubrania, przez głowę do serca. a tego, przyznam naiwnie, w cichości oczekiwałem.





Urszula Wacławczyk. Podsumowanie 3. etapu, podsumowanie konkursu.

Nie zgadzam się. Nie zgadzam z głosami, które mówią, że III etap zawiódł oczekiwania. Owszem, na samym początku i mnie tak się zdawało, bo jak tu nie spodziewać się takiego wartościowego skoku jak pomiędzy etapami II a I? W pierwszej chwili także trudno uniknąć zbiorowych podsumowań. Ja na przykład, zaraz jak dostanę wiersze, oderwać się od nich nie mogę. Taka lektura wymusza ocenę hurtową na wszystkich etapowych produkcjach, etap staje się na tę okoliczność niezredagowanym tomikiem wierszy zebranych przez histerycznego, acz cynicznego (tak, to możliwe -- spójrzcie tylko na tytuły!) twórcę.

Nie ma jednak zrównania, w końcu zaczyna czytać się Wiersze. Ja na przykład, radośnie odkrywam swoich faworytów, zaskoczona znajduję wyborne niespodzianki i popadam w zadumę nad nierównościami losu (a konkretnie talentu), który każe wyskakiwać niektórym poetom hen wysoko - lecz tylko raz (najlepszym przykładem autor z numerem 16). Wreszcie -- podczas tego III etapu czytać też mogę wiersze, które zamykają autorskie cykle. Dzięki autorom, którzy konsekwentnie pomyśleli swoje konkursowe zestawy, sięgam do wierszy z poprzednich etapów i uczę się całości.

Nie mogłam nie ocenić dwóch tekstów na 2. "Maj / dziwny atraktor" wydał mi się namiastką tego, co autor ma do powiedzenia i zraził nagromadzeniem zbyt dobrze znanych chwytów emocjonalnych. Czy mylę się sądząc, że w poprzednich etapach czytać tego autora mogłam znacznie ciekawiej? "System" to z kolei materiał na wiersz. Niechętną uczyniło mnie epatowanie efektami surowo-bolesnymi i niezdecydowana forma. Chętnie za to nie rozumiem tego tekstu.

Niezależnie od ocen, poznałam w tym konkursie wyjątkowych autorów. Kilku z nich powiedziałabym "ja poproszę o więcej". I poproszę:
* "W imię ojca", nota 6 -- ten wiersz mną targał, zaczęło się od stawki 2. To ta pierwsza strofka, pretekst tylko do sprawnej konstrukcji dalszej części - sama w sobie formalnie zbyt nachalna, zmyliła mnie. Wiersz jest napuszony. Wiersz jest młodzieńczy i stary. Autentyczny, a przy tym napisany świadomie, wprawnie i konsekwentnie. Wygląda na to, że autor myśli, czuje i potrafi pisać. Ja potrafię go czytać wiele razy.
* "Since you left me, babe (...)", nota 5 -- urzekł mnie od początku i wzruszył trochę nieporadnością. Uważam, że słabo został napisany oraz, że tyle w nim materii, taka dobra zapowiedź na wielkie pisanie, na świetne wiersze. Aha, czytam go bez przecinka w trzecim wersie od końca. Inaczej nie ma sensu.
* "Tryptyk z podróży (...)", nota 3 -- udana i poprawna relacja, jakby zasługująca na więcej. Jednak napisana niezbyt sprawnie -- chybione metafory, trochę obrazoburstwa na wyrost. Szkoda udanej klamry.
* "*** (strumień oślepiającego światła)", nota 5 -- o, to czytało się świetnie, z wielką przyjemnością -- bywam zwolennikiem takiej prozatorskiej narracji. Dwie rzeczy: obraz miejscami został przegadany, ostatnia zaś strofa stała się wyrzutem -- "Jak mogłeś, autorze? Jak mogłeś rozpuścić doniosłość i lirykę w tylu zbędnych słowach? Napisałam już bezczelnie trzy wersje tego zakończenia, w żadnej z nich nie znajdując miejsca na Twój ostatni wers.".
* "Wierszyk szkolny", nota 4 -- tu przebłyskuje czasem zgrabne splątanie tego "wtedy" z "teraz", czasem nawet jest świetne. Czytam, jakby autor trochę się sam gmatwał plącząc czytelnikowi watki, jakby dla gęstości akcji decydował się miejscami gubić sens swoich opowieści.
* "Obecność obowiązkowa", nota 3 -- czy to nie jest sztubackie pisanie?, nieopierzone chwytanie obrazów i wrażeń, do tego przegadane, a jeżeli refleksja, to tylko nad emocjami? Mógłby to jednak być, krótki co prawda, wiersz. I wierzę w następne tego autora.
* "Idzie jesień ja pierdolę", nota 5 -- Państwo pozwolą, przedstawiam tytuł zwycięski w konkursie, ba, tytuł sezonu. Sprytny to wiersz, przemyślany (oto przykład "idzie jesień idą liście/ptaszki lecą z drzew" -- niby kpiarski ten dwuwers, a przestawione słowa nadal wyrażają dokładnie ten sam nastrój, co tradycyjne zestawy z jesieni, liści i ptaków, tyle że tu posądzone o banał być nie mogą). A jednak autor nie ustrzegł się od, choć zgrabnego, banału ("korzenie zapuszczają się ze mną w ciemną ziemie matkę noc"), oddał tekst nierównym, a po gładkiej puencie pozostawił niedosyt.
* "Blumkowa moc", nota 4 -- oczywiście, że fascynujące. Oryginalne skojarzenia, niebanalnie uchwycone w słowa. Tylko nierówne, źle sklejone, jakby dopiero surowy materiał na wiersz.

Nie spodziewałabym się, na Państwa miejscu, jakiejś sztywnej u mnie konsekwencji, a już na pewno, nie jednomyślności jurorów. Oto wśród trzech wierszy, którym miałam zaszczyt wystawić notę 7, znalazła się "Zofia przez chwilę", okaz subtelnego, treściwego i intensywnego zarysowania chwili. Dopisałabym do tego obrazu scenariusz na cały film, tak pełną aurę stworzył, tak namacalną atmosferę. Komu jeszcze się to spodoba?
Mój ulubiony wiersz w tym etapie -- "Elegia w dechę II" zachwycił już w drugim czytaniu, kiedy -- no chyba dość późno -- odkryłam, jak gęsty jest i lekki zarazem. Jak treść idealnie dopełniona została przez formę. Niczego mu nie przypnę, w życiu.
"Wymiana ognia" dostaje nagrodę za całokształt. Autor oczywiście należy do tych, których należało rozpoznawać w każdym etapie, no bo w końcu on jeden przysłał nam wszystkie trzy wiersze piękne, liryczne, rytmiczne. Skojarzenia ma niezwyczajne, nieprawdaż? Pisze świadomie -- w wierszu nie ma przypadkowego lub zbędnego słowa. Trochę jak autor "Zofii..." zaplótł czytelnika w jednym miejscu; na pojedynczym tylko motywie -- i gdyby nie zabrzmiało to nieseptycznie, wykrzyknęłabym -- "Ale ileż on w tych włosach znalazł!" I niuanse: źle czytało mi się wers "czasem kiedy..." i oceniam go jako pełen wysiłku ukłon w stronę rytmu (jestem za dochodzeniem do punktu równowagi, choć nie neguję poprawności gramatycznej w obecnym brzmieniu). Nienajlepsze wrażenie wywarł też na mnie wers z podwójnym przeczeniem -- "niezmiennie już nieaktualny" -- nie brzmi dość lekko przy całej reszcie, choć radzę sobie z nim w głośnym czytaniu.
Jeżeli jesteśmy znów przy cyklach, muszę jeszcze słowo o śniegu ("Ja bardzo przepraszam"). To dobry cykl, nie przekonywał mnie z początku, lecz w ostatnim etapie wiersz pozbawiony trywialnych skojarzeń i napisany świetnie po prostu każe mi się pokłonić autorowi.
Jest jeszcze dwóch autorów, o których wyrazić się musze osobno od reszty. Ci opatrzeni numerami 44 i 108 pozostawili ogromny niedosyt i poczucie roztrwonionego warsztatu.

Nie żegnam się z Państwem z żalem, lecz z nadzieją :) Miałam przyjemność uczestniczyć w sensownym wydarzeniu, oceniać wiersze w gronie, które choć bardzo rozbieżne w ocenach, dopuściło się nienajgorszej selekcji po I etapie zamieniając moją pracę przy tym konkursie w zajęcie zajmujące i treściwe. Gratuluję zwycięzcom -- udało im się w wymagającej i niebłahej walce.
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
south beach Depresja