Index Autor    Wiersze do 2004r.
Wiersze od 2005r.    Proza
Renata Zrajkowska - Bujak


Renata Zrajkowska - Bujak
Ur. 3 listopada 1972.

O sobie: Chorzów zawsze był ze mną. To, że zamieszkuję obecnie jedno z jego ościennych, nie zmienia faktu, że przedstawiając się, jako miejsce zamieszkania nadal podaję... Chorzów.

Właściwie, spora część mojego życia, przepływa wraz z dwukierunkową ulicą Dąbrowskiego. Szkoła podstawowa, szkoła średnia, praca. W tym mieście mam rodziców. I przyjaciół. Tu zatrzymuję się. Tu wracam.

Przepływanie, kończy się czasami wyrzuceniem z falą: Sosnowiec - Filologia. Katowice - Zarządzanie w Administracji. Pierwszy przystanek dał marzenia i poczucie, że świat się kręci. Literatura. Pasja. Ciepło. Drugi: stabilną pracę i przekonanie, że tylko pion, pozwala na zachowanie równowagi. Tu: zimny biegun.

Piszę. Kreślę. Przekreślam. Autoironia nieukryta daje mi dystans.

Wiem, że niewiele z tego wynika. Wiem też, że nie przestanę. Zapełniam kartki. Jeśli w szalupie to zawsze z brulionem i czarnym żelopisem. S.O.S. do muszli schowam. Zaszumi.

Przegaduję równoważnikami zdań. Lubię kropki (również w formie wielokropków) i niedopowiedzenie: hm... Rosyjska literatura. Najbardziej. Poeta: Brodski.

To ja. Kajub(owa) się kłania.

email Kajub.owa@autograf.pl     admin     7820
bez słów
                                   może coś krzyczą. może przekleństwem
                                   wiążą mi nogi i ręce. nie słyszę tego
                                   i nie usłyszę. głucha niemowa. nic więcej.



wioskę najczęściej omijam ścieżką skrytą w zaroślach.
palcami drapię cichutko w drewniane plecy chałup. jednak
czasami ruchome obrazy dwoją się, troją w głowie. wtedy
środkiem przez wioskę. tańczę w sukienkce w stokrotki
a wszyscy palcami raz w czoło, raz w szyby od brudu ciężkie.

śmieję się z nich bezgłośnie. nie ludzie to a manekiny,
nie drewno chałupy a szkło. sklepowe wielkie witryny.
stokrotki palcami zwijam. uciekam w pokrzywy i oset.

raz kowal za mną pobiegł. nad brzegiem rzeki stanął.
ustami poruszał dość długo, brwi czarne unosił wysoko.
dłonią skinął do wewnątrz, z kieszeni wyciągnął podkowę.
przyszłam do niego przez rzekę. sukienka i uda zmokły.
on tylko splunął przez ramię i ruchem jednym zdjął wodę.

przewrócił mnie a pod trawą chłodno i ciemno było.
zabolal oddech gdy ciało wiło się. wiło. wbiło.
krew była ciepła. łzy słone. trawa cuchnęła potem.
kowal zdjął ze mnie brzuch mokry a ja ściskałam podkowę.

kucałam w rzece do zmierzchu.
prąd zerwał łebki stokrotkom.

                                                                        czerwiec 2005r.
3-09-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Roll up Psycholog