Index Autor    Wiersze do 2004r.
Wiersze od 2005r.    Proza
Renata Zrajkowska - Bujak

Pod deszczem
Taki wiatr, że wszyscy mamy grzywki. Dla biedronek, to już prawie tornado.
Rzucają więc kolejne "kurde" i śmigają nam nad głową z prędkością jastrzębia.
- Patrzcie! Łapię nowy pieprzyk! - zawołała Tośka a jej policzek
wszedł na stronę spadających kropek. Zamiast konfetti z biedronek,
złapała pierwszą kroplę.

- No tak, im szybsze stawiamy kroki, tym szybciej wpadamy w zatokę niżową. - zamruczał Papa i dodał: - Każdy deszcz jest do przeczekania.
- Papa to zawsze wie, kiedy i co należy powiedzieć. -
zakwiczały spod deszczu i grzywek Bliźniaki.

Trzask. Wyrósł przed nami tunel. Korzystając z przeznaczenia, wpełzliśmy.
Deszcz runął na czarny dach. Równo z pierwszą błyskawicą podpięto elektryczność
a my przewodziliśmy krzyk. I wtedy, to dopiero się działo. Tunel zatrząsł się. My,
jak w beczce śmiechu. Wyjątkowo odwrotnie do zachowania się w niestosownych sytuacjach: nikt nie śmiał się śmiać. Wraz z drugim wstrząsem, zagrzmiał głos:
- Wiedziałem! Wiedziałem, że w prawym rękawie, znowu ktoś zamieszkał.
- I nie jest to as lecz głupie gąsienice. Mokre i owłosione. Błe! -
wzdrygnął się Strach Na Wróble (bo to on grzmiał poprzednie zdanie),
a dreszcz obrzydzenia przebiegł mu po plecach. Wkrótce, dreszcz pociągnął za sobą resztę Stracha. W tym i prawy rękaw. Spadaliśmy zachowując ustaloną hierarchię.
Spadał Papa, Tośka, Bliźniaki i Ja.

* * *

Podróż dalszą, po momencie spadania, odbyliśmy przez morze.
Co dziwne, przed wielkim deszczem, w miejscu morza płynęła łąka.

- Międzyczas zrobił swoje - rzekł Papa dokładnie wtedy,
gdy winien się odezwać. Podtrzymując coraz słabszą ze zmęczenia wenę, dodał:
- Gdy nie ma już żadnego wyjścia, należy po prostu gdzieś wejść.

Znikaliśmy więc sumiennie, zachowując tak radę Papy jak i kolejność.
Język żaby zwinął nas ciasno i wyglądaliśmy jak wsad tortilli. Znikanie
kończyło się za siną bramą żabich ust. Pierwszym wsuniętym był Papa.
Póżniej Tośka, Bliźniaki i Ja.

* * *

Strach, który w chwili naszego znikania wyglądał jak latarnia morska, zmrużył to oko,
które nie było jeszcze przysłonięte dziurawym kapeluszem. Targany tak przez wiatr
jak i mieszane uczucia, smarknął beznamiętnie w pusty od jakiegoś już czasu,
prawy rękaw.

Rankiem nie pamiętał: deszcz, rosa czy katar. Pewne było tylko to:
Wraz z pierwszym wróblem, każdy sen Stracha staje się niewyraźny.


09.2005.
19-09-2005  ::    skomentuj (0)
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
Nieruchomości Konstancin juliusz słowacki adam mickiewicz south beach Depresja Wypas Owiec w Bieszczadach Psycholog