Index   |   I etap   |   II etap   |   III etap   |   Wyniki

2.00   |   2.01   |   2.02   |   2.03   |   2.04
Podsumowania   |   Tabela ocen   |   Po 2. etapach
1 - 8   |   9 - 14   |   15 - 25

 
W pierwszym polu podano miejsce uzyskane w danym etapie,
w drugim numer przyporządkowany autorowi,
w trzecim godło autora.
Zestawienie zawiera dwadzieścia pięć najwyżej ocenionych wierszy. Ich autorzy zakwalifikowali się do trzeciego etapu.



1 87    Kunz Aulock vel Kyrielejson   

Patrząc na obraz "Myśliwi na śniegu" - Pietera Bruegela


Jestem myśliwym na śniegu. I jeśli na mnie patrzysz,
nie wiesz nawet, ile psów za mną idzie. Ptaki wirują z bieli
w zgniłą zieleń. Ludzie odwrotnie. Ludzie wirują na lodzie.
Za sobą mając kościół, kilka drzew i śnieg. Śnieg
jest decyzją estetyczną. Kolejne, wzruszające epitafium
dla czasu. Osobliwy porządek kolorów zmienił się
w zamarzniętą kroplę bez barwy. I jeśli patrzysz, to już
wygrałeś: ciepły obiad, dzbanek piwa i gorącą kobietę.
I wiesz już, że śmiesznie wyglądam od tyłu, że ptak nasrał
mi na kaptur, a potem ona wycierała mnie chusteczką i żartowała
by nie robić z tego wiersza. I domyślasz się, że psów
jest trzynaście. I chyba wiesz, że gdy przyjdzie wiosna,
to nas już tu nie będzie.



mc pc jf mg km mp uw suma
2 3 6 - 5 4 6 26







1 34    kogucik czy kurka   

Jeszcze raz, sarabanda


Zmierzch jakiejkolwiek frazy jest zmierzchem powtórzenia.
Kiedy w Akademii mężczyźni wyznawali sobie miłość,
używali tych samych słów, których używają Jacuś i Agatka.

Kiedy w Akademii mężczyźni wyznawali sobie miłość,
nie mogli przecież znać histerii Lady McBed innej niż ta,
wynikająca z powtarzanego zadania domowego: warkocz

obcina się sam jak krawiecki metr, po centymetrze i przechodzi
do rezerwy niezauważalnie, gdy uczepiony wierzchowca
udaje grzywę. Nie znam kobiety, która wolałaby naprawdę

trenować otwarcie sto razy dla jednej solówki na fagnoli,
niż przystąpić do filharmoników, którzy porozumiewawczo
szydzą między sobą: wiesz, nie w każdym pokoleniu rodzi się
Mesjasz, ale w każdym rodzi się Jan, jego najukochańszy uczeń.



mc pc jf mg km mp uw suma
3 5 6 - 3 3 6 26







3 106    błąd składniowy   

Zapiski z innego ogrodu


I

Jest antykwariat pod podłogą, którego
drzwi strzeże nieprzekupna dziwka.
Są dzieci czarnozębne, panny syfilityczne,
chłopcy w bimbrowniach.

Suchotniczy pień jabłoni
skulony przed słońcem

Był u nas w mieszkaniu ksiądz.
Kohelet z przepastnymi kieszeniami,
podręcznikiem Kamasutry na tylnym
siedzeniu BMW.
Pająk neuropata w spojeniu sufitu ze ścianą
szarpał muchę.


Ksiądz zostawił obrazki

II

Człowiek z orchideą w uchu
W dłoni pogrzebacz
Wynajął mi mieszkanie na strychu
Z widokiem na deszcz i cmentarz

Coś musi
Być w starym
Sadzie
Robak drąży śliwkę
Dokąd zmierzasz wędrowcze?
Do pestki

III

Zrobiło się ciemno.
Błyskawice zaczęły kroić niebo.
Wszystkie dzieci poszły do domu. Stałem w zbożu,
schowany za strachem na wróble. Piorun rozniósł
jakąś stodołę. Strasznie mnie to bawiło.

Gdy wróciłem matka mówiła, że już nie wyjdę z domu
Myślałem, że ma na twarzy higieniczną maskę.

Zostałem w zbożu
Ściskając w pasie
Straszydło na ptaki



mc pc jf mg km mp uw suma
4 3 7 - 4 4 2 24







4 - 5 20    Stanisław Pixa   

Rękopis znaleziony przy kasie w Kefirku


I

Zacząłem wszystko od początku:
ciepłą kawą i krojem dywanu w kącie drewutni.

Nakarmione łoszęta parskały pod ciężkim kufrem,
którego zdobienia wykonał niegdyś wuj Hieronim.

Pierwiastek chłonnej wiosny szukał sobie ujścia.
Przyszło mi więc (tak bowiem radzili przyjaciele)
ściąć zbocze własnej twarzy i opatulić ranę gazą.

Zabiegu, z niesłychaną precyzją, dokonał Brunon
w asyście sosu, jakże miałkiej, kokieterii Basi.


II

Kiedy było po wszystkim
i znów ujrzałem światło dzienne,
pomyślałem: czy to nie cud, że kamyk?
Czy to nie cud, że skradziono dziecięcy rowerek?

Klomby róż pod szpitalnym oknem urzekały fartuch.
Brzemienne w skutkach objawy radości skamieniały.

Do zdrowia powracałem w zadziwiającym wręcz tempie
do czasu, gdy prawda o moim przypadku wyszła na jaw.


III

Piątego dnia okazało się bowiem, że leciwy Brunon
pozostawił w moim podbrzuszu parę lekarskich nożyc.
Żona, gdy tylko o tym usłyszała, spakowała dwoje dzieci
i odeszła do odległego o trzy wiorsty kaprawego kaprala.

Nie posiadałem się ze wstydu i gniewu do starego Bruno.
W każdej wolnej chwili obmyślałem potworny plan zemsty.

W końcu, po trzech tygodniach, byłem gotów, by go wykonać.


IV. Epilog

Siódmego lipca,
przy bulwarze Saint-Germain,
policja wzniosła słynny karkołom:
ciało Brunona Zięby zawisło wyświechtane
na manekinie, za szybą modnego butiku Panny Quo.

Automobil szanownego doktora natomiast
wyprawiłem w ostatnią, magiczną podróż,
której celem uczyniłem balkon pewnego
wielkiego Polaka - Żylantego Krokwi,
ale to już zupełnie osobna historia.



mc pc jf mg km mp uw suma
3 4 6 - 2 3 5 23







4 - 5 44    novymeksyk   

ŻARÓWKA W KUCHNI LEPIEJ WIDZI CHLEB / UKŁAD DYSYPATYWNY


7

mam na twarzy maseczkę z potu po kawie
wypalonych skrętów, szukałem po ulicach
aż mnie szturchnęli; uważaj palancie, to
miasto może ci zrobić niedobrze, wiesz że
za rogiem czai się śmietnik, twoi kumple

z podstawówki. ich życie nie ma historii
ich dziewczyny mają tipsy i bransoletki
z popcornu. w stęchliźnie przedpokojów
rośnie fikus, jeden i ten sam, śni się
las z betonu. mam ciało jak brązowe słońce.

3,5

przywiozłem ze sobą płyty ale nie dam.
mam truciznę w zębie, powtarzam: jestem
lesbijskim poetą, moje zdjęcia wyblakły
wieczorem pochodzić po bruku (ksiądz zaczął
święcić samochody od audi). pogadajmy

o komórkach, mam wyczerpane konto (kościół
jest czarny, ludzie śmierdzą) koleżanka się
nie dostała, ja jej nie pocieszę, jak zwykle
klnę i panią spotykam, pani profesor
od kształcenia słuchu (wymienili księdza).

1,75

opaliłem się teraz. nie zapalę z wami, to
nie był żaden plan. wasze tanie dojścia, wasz
wns, habermas, wasze nieskarane lufki. ja
v połovie mam kabelki w uszach i offową
fryzurę. odlać się za drzewa. zakupić bro.

(ok, mamy dziury v mózgach, czcimy fraktale
przedłużone sesje, grzęźniemy w połowie
nie trafiamy vejść: salvia divinorum, aya-
huasca. żarówka w kuchni lepiej widzi
chleb. nie wiem co to są te, co to je tam jecie).

0,875

mam na twarzy maseczkę z potu po kawie.
kran z zimną wodą i wilgotny ręcznik, aż
mnie suszy nad ranem zachlapane lustro
nigdy nie wiesz, co się śniło w śpiworze
znowu śpimy razem, więc mi mów alkajos.

0,4375, ...



mc pc jf mg km mp uw suma
4 4 5 - 4 4 2 23







6 - 8 9    OJTIS   

PROGNOSTYK


Ciężar właściwy naszych książek
muzyka niepoważna grana na wielu instrumentach
kurz na kartkach i mrówki w zagłębieniach dłoni
oglądanie kliszy pod światło
oglądanie światła przez kliszę
słońce, słońce ,słońce
prześwietlone negatywy, ludzie bez twarzy
twarze bez oczu, oczy bez tęczówek

To będzie chłodne lato

Zwierzęta będą chciały leżeć na kanapach
myśli schowamy pod skórę
wyciągniemy miękkie materiały
będą nas męczyć wahania temperatur
zmiany gęstości powietrza
ludzie o wyraźnych konturach
wieczorami powoli będziemy przegrywać się w karty

To będzie dziwne lato

Dni będą się zaczynać od zwarzonego mleka
cyganki przestraszą się tego co wyczytały z naszych rąk
wiersze nie będą się dobrze na nas układać
sen przyjdzie powoli i siądzie w kącie pokoju
fluorescencyjna figurka zamruga i zgaśnie
wino szybko wywietrzeje i zmieni się w wodę

To będzie już najwyższa pora
roku



mc pc jf mg km mp uw suma
4 3 5 - 3 3 4 22







6 - 8 18    ROWERZYSTA   

arianie


śmieję się do ciebie, mówię i zerkam na boki, próbując
sobie przypomnieć z jakiego to było filmu. chyba
oglądaliśmy go w różnych kinach. u ciebie jest happy end
u mnie wręcz przeciwnie. pesymiści podobno żyją
krócej. spokojniej umierają wiedząc, że najgorsze

już sobie wyobrazili. jesteś dziś niespokojna. boisz się,
że nie zapamiętasz nawet jednej czwartej tego co się dzieje.
nie uspokoję cię.

siedzę tutaj. nanoszę na mapę drogę zmierzającą w twoim
kierunku. chowam ją do małego lazurowego samochodu.
patrzę na zegarek i wyczuwam tętno. papierówki jeszcze nie
dojrzały.

przed południem byłem w miasteczku. na rynku, po którym
chodzili profesorowie z akademii ariańskiej, rozłożyły się
przekupki. znajdziesz tam wszystko co zechcesz. warzywa
owoce, psie obroże, pompki do samochodu, lusterka. mógłbym
tutaj zostać, zaopatrzony w rzeczy, które stają się zbędne
dopiero po zakupie. chodzić codziennie do zboru ariańskiego,
wyobrażając sobie inne miejsca.

dawno temu w tym miejscu nie było nawet pszczół. gdy przyjechałaś
kupiłem miód od kobiety, której mąż umarł zostawiając pasiekę
na jej głowie. później tym miodem balsamowaliśmy usta
i smażyliśmy naleśniki z bananami i cynamonem.

tego samego lata przejeżdżaliśmy przez wypalone pola i ludzi
mijanych traktowaliśmy jak cienie. znikające punkty. rodzina
witała nas czule. oblegała ramionami, poklepywała po plecach.
czuliśmy się jak pistacje w tym seledynowym domu.



mc pc jf mg km mp uw suma
4 3 5 - 3 4 3 22







6 - 8 17    ISIA   

dziki zachód pod wierzbą (wiersz 4,5 letniej córki)


tam za wzgórzami gdzie wznosi się brzoza
która uwzględnia życie jak wiatr szumiący się
tam i lipa otwiera oczy

tam żołnierze i kowboje i indianie razem
toczyli walkę o dziki zachód

to jest wiersz z głębi serca konia

rośniemy tam gdzie serce rozpędza świat na dziko
konie są tam są bawoły i pióra też
róże tam nie rosną ale wszystko jest
tam gdzie jest jego miejsce

ale my biegamy poza tymi wzgórzami
i nie przychodzą tam archeolodzy po skamieliny
bo mogły by ich konie popchać z tamtego miejsca

bo to jest kraj z dzikim mustangiem
latającym po niebie



mc pc jf mg km mp uw suma
7 2 5 - 3 3 2 22
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
south beach Depresja