Index   |   I etap   |   II etap   |   III etap   |   Wyniki

2.00   |   2.01   |   2.02   |   2.03   |   2.04
Podsumowania   |   Tabela ocen   |   Po 2. etapach
1 - 8   |   9 - 14   |   15 - 25

 
Jacek Filipowicz. Podsumowanie drugiego etapu.

Takietam

Przyznam ze zdziwieniem, że wiersze z drugiego etapu czytałem, w znakomitej większości, z ogromną przyjemnością. Moim zdaniem poziom tej części konkursu jest bardzo wyrównany.

Oceną wyjściową była czwórka. Noblesse oblige, jak stwierdził Behemot podczas serwowania spirytusu. W przypadku kilku wierszy wydało mi się, że czwórka to jednak zbyt wiele; jednemu wierszowi postawiłem 2, pojawiły się również tróje. Decydowałem się wystawić jedną siódemkę.


Ogólniki

Rozczarowały mnie pomysły na peela, szukałem - w większości przypadków bezskutecznie - wiersza z podmiotem lirycznym na drugim planie; skromnym, takim który się nie narzuca, tymczasem autorzy niechętnie wychodzili poza pierwszą osobę - ogniskowa wierszy monotonnie stała. Pojawiło się kilka tekstów usytuowanych w pejzażu dzieciństwa wspomaganych reminiscencją.
Powiem szczerze, że lektura utworów naszpikowanych lingwistycznymi rodzynkami niezmiernie mnie znużyła (mnie - czytelnika, nie mnie - jurora). Te skądinąd niezłe wiersze zyskałyby prawdopodobnie, gdyby elementy zabawy słownej nie wyłaziły bezczelnie przed orkiestrę. Ale to tylko moje zdanie, bo to przecie w końcu autor decyduje o dominantach kompozycyjnych, a ja jestem tylko od ewentualnej poprawności i oceny wyniku takiej zabawy.


Słów kilka o skrajnościach

Wiersz na 2: *** (cisza...). Przykro mi: ambitne zamierzenie, wynik pozostawiający wiele do życzenia. Być może nieświadomie, wiersz cytuje, jest wtórny, nie gada swoim głosem. Bardzo trudno odnaleźć zestaw elementów, które będą razem grały, nie będą cytatem, a jednocześnie stworzą zgrabną miniaturę. IMO - sytuacja wymaga dynamizmu; leniwy przebieg kamery jest być może tkliwy i romantyczny, ale jednocześnie nudny dla mnie - czytelnika. Polecam lekturę poetów barokowych i wymianę szelestu, dotyku, chwili na zgrzyt, krzyk, błysk: pozostając w konwencji, można napisać dynamiczny, dający się czytać, wiersz.

Wiersz na 7: Zapiski z innego ogrodu. Nie podobał mi się ten tekst. Na początku wydawało mi się, że specjalnie, efekciarsko epatuje wrażeniowością, że jak tanie felietony w brukowcach gryzie bez powodu, pozostawia niedosyt faktów, gorzki posmak na języku. A jednak działa. Zarówno w paradramatycznej warstwie 'dziania się', w skrótach, słownych niedopowiedzeniach, ascezie czasownikowej; jak i w tej sensualno-emocjonalnej (bo co go czytam, to mam "ciary" :) To nie jest może wiersz genialny, ale - choć siódemkę stawiam bez dogłębnego przekonania o jego genialności - u mnie na tę ocenę w pełni zasługuje.





Marcin Cecko. Podsumowanie drugiego etapu.

Pierwszy rzut oka na wiersze z drugiego etapu i już słychać oddech ulgi. Być może strategia wyniesiona z godzin spędzonych przy wojnie kazała uczestnikom wyłożyć drugą mocną kartę. W każdym razie wobec takiego wyzwania trzeba godnie unieść druga część umowy.
Nie będzie więc ani mru o obiektywizmie, warsztacie, słowach wydymanych lub nie wydymanych, ani o innym duperelach o których mówi się, gdy nie ma wiersza, a jest czarna dziura, którą trzeba załatać.
Tutaj w końcu coś ciekawego jest.
Postanowiłem oceniać na skali własnej emocji i subiektywnego upodobania
wg następującego niedokładnego klucza:

1: nie podoba się
2: ani ziębi ani grzeje
3: o, o, no, no,
4: ciepło, coraz cieplej
5: gorąco
6: pierwsze poparzenia
7: autodafe





Urszula Wacławczyk. Podsumowanie drugiego etapu.

Tu, na gorącej wietrznej wyspie upał przewróciłby w głowie, gdyby nie przywracające równowagę ostre i zimne uderzenia od morza. Nic nie jest średnie i nawet, gdyby znalazły się rzeczy zwyczajne, nie one opisywałyby to miejsce.

Takie są wiersze II etapu: cała masa przyzwoitych tekstów przeciętnych lub nieźle aspirujących do miana wiersza, lecz dopiero kilka okrutnie słabych i nieliczne zachwycające wyznaczają poziom zmagań się - autorów i oceniających. I nie te średnie decydują o mojej satysfakcji i emocjach podczas czytania.

Wybierałam pomiędzy trzema metodami oceny. Z tej z I etapu z miejsca zrezygnowałam, polegała bowiem na wywyższaniu wierszy, których autorów chciałam jeszcze czytać w kolejnych etapach i surowej ocenie pozostałych. Straciła racje bytu w obliczu wyrównanego poziomu sporej liczby wierszy II etapu (oceny "3" i "4").

Dzięki drugiej mogłabym przyłożyć do wierszy miarę mojego własnego absolutu - cóż, największy wysiłek w wyznaczaniu sprawiedliwej (dla dociekliwych: zgodnej z moim sumieniem) oceny wkładam wszak w porównywanie, nieustające, póki trwa etap, przymierzanie numerów i not, przeglądanie ich we wzajemnych odbiciach. Mogłabym więc wiersze konkursowe ułożyć na linii wyznaczonej przez zawsze dwa oczywiste punkty: najsłabszy tekst, który jakoś się ostał w mojej pamięci i wiersz doskonały. A jednak największy wpływ na moje decyzje miał i do końca konkursu mieć będzie poziom wierszy w I etapie, ten ogrom złych tekstów, na których tle nawet całkiem przeciętne zaczynały czymś błyskać. Dlatego metody tej poniechałam dla innej, dzięki której utrzymać będę mogła konsekwentny styl oceny przez cały konkurs:

Skale ocen opisuję w zamkniętej liczbie 45 wierszy konkursowych, a decyzje co do punktacji odnoszę co najwyżej do wzorów które wyznaczyłam sobie w I etapie.
Wiem, niewiele tu konkretów o samych wierszach - znajdzie się na nie miejsce w podsumowaniu końcowym. Zapowiem tylko, że na początku czytania (pierwsze czytanie zaczęłam zgodnie z numeracja) zaniepokoiłam się, ze może zbyt dobrze jest mi tu, na gorącej wietrznej wyspie i początkowe wiersze, które zabrzmiały tak dobrze, tak interesująco, przeceniam. Teraz jednak, kiedy nastroje na wyspie zmieniły się istotnie, a mi wciąż podobają się te same wiersze, sumienie mam spokojne.
Pozdrawiam z Kos.





Marta Podgórnik. Podsumowanie drugiego etapu.

Jeżeli tylko trochę pogrzebać, głuchota stylistyczna staje się niemal symptomem nieudaczności i, przyjąwszy, że prawdę mówi wytarte przysłowie, że styl to człowiek (...) są w stanie napisać (...) prostactwa w rodzaju: twarzy, płonącej nieugaszonym ogniem hańby, że nie wspomnę o tych, którzy dokładnie wyjaśniają: wziął jej twarz w obie ręce, z czego można by wnioskować, że inni są zdolni obejmować ją trzema albo ośmioma rękami (...)

Ale cóż? Jeżeli nie ma ucha, zasadniczego rytmu, odpowiadającego ekonomii zarówno intelektualnej, jak estetycznej, jeżeli nie ma niezachwianego poczucia ani słownictwa, ani składni, ani osiągnięć, ani wykroczeń językowych (...), a autor i czytelnik są wspólnikami siedzącymi w tej samej celi o tym samym suchym chlebie -- szkoda gadać, leżymy, bracie(...)

Dużo gadać, by mało powiedzieć -- oto dewiza pisarza tego typu. (...)

Pozostawmy na boku powierzchowny pseudostyl, przeważnie przychodzący do nas z towarzyskiego ple-ple (...), który polega na krągłych zdaniach, usztywnieniach głosu, obrzucaniu luksusowymi przymiotnikami, i jazda dalej, w stylu: oczy napełniły mi się głębokim smutkiem (...) Cała ta cudowna kwiecistość umrze śmiercią naturalną, zaś jej ostatnimi echami będą kwieciste mowy ku czci (...)

Prawdziwym niebezpieczeństwem nie są te dęte orkiestry języka, lecz głuchota. Zło leży w dobrowolnym zubożaniu wyrazu (...)

Będziemy traktowani, jak sami będziemy traktować język i literaturę (...)

Wytrwałość w robieniu szmiry wydała mi się sygnałem innych zjawisk (...)

Julio Cortazar

^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
south beach Depresja